wtorek, 20 maja 2014

Rozdział 14



Julie

            Nieuchronnie nadszedł w końcu dzień kiedy musiałam opuścić Madryt. Oczywiście miałam nadzieję, że nie na długo. Siedząc wygodnie w samolocie ponownie przywołałam z pamięci pożegnanie z Ikerem. Na początku irytowało nas bardzo, że droga na lotnisko okazała się dużo trudniejsza niż zakładaliśmy. Najpierw musieliśmy pożyczyć samochód od kuzyna Ikera, bo auto bramkarza było rozpoznawalne przez dziennikarzy, a taksówki także nie mogliśmy wziąć, gdyż kierowcy często „współpracowali” z paparazzi – tak twierdził Iker, a przecież on wie o wiele więcej na ten temat ode mnie. Na samym lotnisku poszło już wszystko sprawnie, choć z późniejszej perspektywy chyba wolałabym gdyby tam także się coś wydarzyło, bo jeszcze choć chwilę dłużej byłabym z Ikerem. Ale niestety nadszedł czas tymczasowego pożegnania…
- Kawa i obiad dla Pani. – stewardessa z ciepłym uśmiechem na twarzy postawiła przede mną posiłek, wyrywając mnie z rozmyślań. – Smacznego.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się do niej, po czym od razu zaczęłam jeść.
Wieczorem wylądowaliśmy na Fuerteventurze. Mimo odczuwającej tęsknoty, poczułam ciepło na widok uroków wyspy. Żwawym krokiem podeszłam do postoju taksówek. Kierowca spakował mój bagaż, po czym ruszyliśmy przed siebie. Gdy już odjechał, zostawiając mnie przed willą Michael’a, wzięłam kilka głębokich wdechów i ruszyłam w stronę drzwi. Przycisnęłam dwa razy znajdujący się obok dzwonek i czekałam.
- Kochana, w końcu wróciłaś! – krzyknęła Paula, kiedy otworzyła drzwi, a następnie przytuliła mnie mocno do siebie.
- Też się cieszę, że Cię widzę. – pocałowałam gosposię w policzek i także ją uściskałam.
- Wejdź proszę. – odsunęła się, tym samym przepuszczając mnie.
Przekroczyłam próg domu przyjaciela, rozglądając się powoli.
- Jest Michael? – zwróciłam się do towarzyszki.
- Jak zwykle gdzieś pojechał. – machnęła szybko ręką. – Ale niedługo powinien wrócić. Może chciałabyś przez ten czas pomóc mi w przygotowaniu kolacji?
- Z miłą chęcią.
Zostawiłyśmy moją walizkę w salonie i udałyśmy się do kuchni. Paula wypytywała mnie o pobyt w Madrycie, ja natomiast chciałam wiedzieć co działo się na wyspie pod moją nieobecność. Rozmawiałyśmy więc, przygotowując w międzyczasie pyszną, domową pizzę. W pewnym momencie do kuchni wszedł nie kto inny jak Michael.
- O, cześć. – uśmiechnęłam się do niego, po czym wstałam, chcąc przytulić go na przywitanie, lecz gdy ujrzałam jego minę, zrobiłam krok w tył.
- A co Ty tutaj robisz? – przeszył mnie wzrokiem, po czym skierował go na gosposię. – Kiedy będzie kolacja?
- Za jakieś 5 minut. – odpowiedziała mu ostrożnie.
- Możemy porozmawiać? – odezwałam się, gdy zaczął kierować się do wyjścia.
Skinął tylko głową i od razu ruszył do salonu, więc poszłam za nim.
- Przyjechałam zapytać, czy mogę nadal u Ciebie pracować.
- Ja Ci nie zabronię pracować. – wzruszył nonszalancko ramionami, co mnie tylko zdenerwowało.
- Dobra, inaczej zapytam. – zaczęłam, spoglądając na niego. – Czy chcesz, żebym nadal tu pracowała?
Ponownie wzruszył ramionami, uciekając gdzieś wzrokiem. Czułam jak moja cierpliwość się kończy.
- Tak myślałam. – rzuciłam i skierowałam się szybkim krokiem do kuchni.
Pożegnałam się z Paulą, wymigując się od odpowiedzi, dlaczego zostałam na tak krótko, po czym ruszyłam do wyjścia. Kiedy przechodziłam przez salon, Anglik nadal stał na środku pomieszczenia chyba nie bardzo wiedząc, co ma zrobić w tej sytuacji. Wyminęłam go, nawet nie zerkając na niego. Jednak w ostatniej chwili zmieniłam zdanie, odwróciłam się i spojrzałam na przyjaciela.
- W ogóle nie wiem, o co my się kłócimy.
- A kłócimy się? – uniósł jedną brew w górę, patrząc na mnie.
- No a nie?! – krzyknęłam, nie wytrzymując dłużej ukrywania złości. – A tak, przepraszam! My po prostu odnosimy się do siebie jak obcy sobie ludzie, albo jeszcze lepiej wrogowie. Tylko dlaczego? Przez ten jeden pocałunek? Przecież powiedziałam Ci, że traktuję Cię jak przyjaciela i…
- To nie chodzi o ten pocałunek. – przerwał mi, po czym zaczął krążyć po pokoju. – Nie wiem co mi wtedy odbiło, może samotność. Ale też nie czuję do Ciebie czegoś więcej. To było jednorazowe nieporozumienie.
- No to ja już w ogóle nie wiem, o co Ci chodzi. – odpowiedziałam ze zrezygnowaniem.
- Poznałem kogoś.
- To super! – rzekłam ze szczerym entuzjazmem, a następnie zerknęłam na niego uważnie. – Ale w czym problem?
- Ona nie chce żebyś tu mieszkała. I w sumie tak samo dotyczy to pracy.
- A Ty…?
- A ja nie chcę jej się sprzeciwiać. – rzekł stanowczo.
Stałam przez chwilę z niedowierzaniem. Od jakiegoś czasu w ogóle nie poznawałam swojego przyjaciela. Może ta dziewczyna go tak zmieniła? Ruszyłam wściekła przed siebie, zabrałam walizkę, a następnie bez słowa pożegnania wyszłam z domu. Ostatni raz spojrzałam w stronę padoku, gdzie pasły się konie. Pomachałam ręką do stajennych, którzy patrzyli na mnie z widocznym zaskoczeniem. Westchnęłam cicho, po czym ruszyłam dalej. Skierowałam się w stronę centrum i powolnym krokiem szłam przed siebie. Po kilkunastu minutach byłam już u celu drogi. Zapukałam do drzwi drugiego przyjaciela i czekałam.
- Julie? No cześć kochana! – powiedział z entuzjazmem Mateo, gdy tylko mnie zobaczył.
Przytuliliśmy się po przyjacielsku, po czym weszliśmy do środka. Zostawiłam walizkę w przedpokoju i usiadłam przy stole.
- Co chcesz do picia? – zapytał.
- Masz coś mocniejszego? – uśmiechnęłam się delikatnie.
Hiszpan przygotował dwa drinki, po czym postawił je na stole i usiadł obok mnie. Wzięłam do ręki trunek i upiłam sporą ilość.
- No to opowiadaj co Cię do mnie sprowadza.
- Mam taką prośbę… - zaczęłam, zerkając na walizkę. – Mogłabym u Ciebie przenocować?
- Pewnie! – uśmiechnął się, a potem spojrzał na mnie uważnie. – Ale coś się stało? Nie miałaś być w Madrycie?
- Byłam i wróciłam.
- Jak to? Nie wyszło Ci z Ikerem, czy coś?
- Nie, nie chodzi o to. – upiłam kolejny łyk drinka, po czym zaczęłam opowiadać mu o wszystkich wydarzeniach, które spotkały mnie w Madrycie i te z obecnego dnia.
Słuchał mnie uważnie, dopytując co jakiś czas o szczegóły. Kiedy skończyłam opowiadać, zrobił nam po jeszcze jednym drinku.
- A nie chciałaś od razu wrócić do Ikera? – spytał, podając mi picie i usiadł. – To znaczy nie zrozum mnie źle, ja nawet bardzo chętnie Cię ugoszczę na tyle czasu ile tylko chcesz. Tak po prostu pytam.
- Myślałam o tym, ale po pierwsze jest już wieczór i nawet nie wiem, czy jest jeszcze dziś samolot do Madrytu… A po drugie sama już nie wiem co robić z Michael’em. Znamy się tyle lat, mam tak po prostu odpuścić?
- No tak, rozumiem Cię. – kiwnął głową. – Tylko co na to Iker?
- Właśnie. Będzie ciężko. – westchnęłam głośno, po czym szybko dokończyłam swojego drinka.
Kiedy oboje skończyliśmy trzeciego drinka, zrobiliśmy kolejnego, a potem jeszcze jednego. Następnie przerzuciliśmy się na wino. Kiedy dokończyłam pierwszy kieliszek, poczułam, że już porządnie szumi mi w głowie. W tym momencie usłyszałam dźwięk dzwonka mojego telefonu. Dałam znak Mateo, że zaraz wracam i lekko chwiejnym krokiem podeszłam do torebki, a następnie wyjęłam urządzenie.
- Halo?
- Julie, czemu się nie odzywasz? Pisałem. – usłyszałam zatroskany głos Ikera.
- Przepraszam Cię, miałam tu małe zamieszanie.
- Co się stało?
Próbowałam w myślach rozważyć szybko wszystkie za i przeciw wyznaniu prawdy o rozmowie z Michael’em, lecz w stanie jakim byłam, mój umysł nie chciał już za bardzo ze mną współpracować.
- Opowiem Ci wszystko jak wrócę. – powiedziałam w końcu. – To chyba nie rozmowa na telefon.
- A przylecisz jutro?
- Postaram się wrócić jak najszybciej, obiecuję. – odpowiedziałam, po czym pożegnaliśmy się i odłożyłam telefon na szafkę.
Kiedy wróciłam do stołu, czekał już na mnie kolejny kieliszek wina.


Iker

            Obudziłem się, po czym od razu przeniosłem swój wzrok na zegarek. Gdy tylko ujrzałem godzinę, zerwałem się z łóżka i szybko poszedłem do łazienki. Już za godzinę miał zacząć się trening, a ja oczywiście nie chciałem się spóźnić. Wziąłem więc szybki prysznic i bez śniadania wsiadłem do auta, a następnie ruszyłem przed siebie. Droga na stadion zajęła mi całe pół godziny, gdyż w mieście o tej porze były straszne korki. Po zaparkowaniu samochodu, popędziłem do szatni i szybko przebrałem się w strój treningowy. Kiedy wyszedłem na boisko, akurat koledzy zaczynali się rozgrzewać. Przywitałem się z nimi i zacząłem dwugodzinny trening.
- Iker, chcę z Tobą porozmawiać. – usłyszałem głos trenera, gdy skończyliśmy ćwiczenia.
Podszedłem powoli do niego i czekałem aż zacznie rozmowę.
- Jak wiesz za tydzień mamy mecz towarzyski z Manchesterem United. – zaczął. – Chcę żebyś był przez całe 90 minut na bramce. Zgadzasz się?
Popatrzyłem na niego w lekkim szoku, lecz po chwili ocknąłem się.
- Jasne. Zawsze mam ochotę na grę. – uśmiechnąłem się szczerze, na co odpowiedział mi tym samym.
Gdy skończyliśmy rozmawiać, skierowałem się do szatni. Tam przebrałem się w swoje ubrania, rozmawiając i śmiejąc się z chłopakami. Umówiliśmy się na następny dzień na wspólny obiad i jakąś rozrywkę. Kiedy pożegnaliśmy się, ruszyłem na parking, gdzie zostawiłem samochód.
- Iker, zaczekaj! – na dźwięk tych słów odwróciłem się i ujrzałem podążającego w moim kierunku Ramosa.
- Co jest? – spytałem kiedy już znalazł się przy mnie.
- Jutro idziemy na ten wspólny obiad, ale razem z Pilar wpadliśmy na pomysł, żeby zrobić też jakiegoś grilla czy kolację z naszymi partnerkami. Inne dziewczyny się oczywiście zgadzają i tak pomyślałem, że może wziąłbyś ze sobą Julie? Kiedy ona wraca?
- Nie mam pojęcia. – wzruszyłem ramionami. – Myślałem, że uda jej się dzisiaj przylecieć, no ale chyba jednak coś ją zatrzymało.
- Rozumiem. – Sergio przyjacielsko przytrzymał mnie za ramię. – A Wy tak na poważnie ze sobą?
- Mam nadzieję. To znaczy z mojej strony jak najbardziej poważnie, a nie wiem, co dokładnie ona myśli. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy.
- No tak. Dobra, to do zobaczenia jutro.
- Trzymaj się. – uśmiechnąłem się i ruszyłem w stronę auta.
Tym razem droga zajęła mi mniej czasu. Jednak przejeżdżając przez madryckie ulice poczułem dziwne ukłucie w sercu. Brakowało mi Julie. Trening pozwolił mi nie myśleć o niej przez jakiś czas, ale gdy już nic nie miałem do roboty, myśli powróciły ze zdwojoną siłą. Na dodatek nie powiedziała mi poprzedniego wieczoru co takiego się stało. Martwiłem się. I w końcu tak jadąc i rozmyślając, zdałem sobie sprawę z tego, że ją kocham. I to od jakiegoś czasu, tylko wcześniej nie dopuszczałem tego do siebie. I jaki ze mnie głupiec, że nie powiedziałem jej tego przed wyjazdem! Poczułem wielką chęć oznajmienia jej tego w tym momencie, choćby miało być to tylko przez telefon. Chwyciłem więc komórkę i wybrałem numer Julie. Czekałem aż odbierze, lecz po kilku sygnałach odezwała się poczta głosowa, więc rozłączyłem się i odłożyłem telefon. Postanowiłem zadzwonić później. Nie chciałem przecież nagrywać takiej wiadomości na pocztę, wolałem poznać jej reakcję.
- A tu co się dzieje? – powiedziałem sam do siebie, gdy jakiś samochód zagrodził mi drogę.
Zatrzymałem się szybko, po czym zdenerwowany opuściłem szybę auta i wyjrzałem, by zobaczyć o co chodzi. Ze srebrnego samochodu wyszła kobieta z mężczyzną, który trzymał w ręku kamerę. Żwawym krokiem ruszyli w moją stronę i wtedy domyśliłem się, o co to całe zamieszanie.
- Panie Casillas, czy możemy chwilę porozmawiać?
- Ale tak na środku ulicy?!
- Jesteśmy w mało uczęszczanej przez kierowców uliczce. Myślę, że przez kilka minut nie będziemy nikomu przeszkadzać. – na twarzy kobiety pojawił się szeroki, sztuczny uśmiech.
- W porządku, mam chwilę. – zawsze uczono mnie, że z dziennikarzami na początku trzeba grzecznie, więc postanowiłem po raz kolejny spróbować tej taktyki.
Mężczyzna szybko włączył kamerę, po czym kobieta o blond włosach powiedziała kilka słów i przenieśli swój wzrok oraz urządzenie na mnie.
- Chcieliśmy zapytać, czy to prawda, że rozstał się pan z panną Carbonero? – zaczęła.
- Tak.
- Co było powodem? Czyżby tajemnicza kobieta, którą widzieliśmy na imprezie charytatywnej?
- Nie będę mówił o przyczynach naszego rozstania. – odpowiedziałem, czując jak narasta we mnie złość. – Takie jest życie i tyle.
- Czyli to jednak przez tę kobietę.
- Tego nie powiedziałem. – rzekłem szybko.
Porozmawiałem z nią jeszcze chwilę na temat piłki nożnej, po czym odjechałem. Po kilku minutach byłem już przed swoim domem. Zaparkowałem auto i ruszyłem do budynku. Przygotowałem szybki obiad. Następnie zjadłem posiłek i chwyciłem za telefon. Wybrałem odpowiedni numer i czekałem na połączenie.
- Halo? – usłyszałem po trzech sygnałach i od razu uśmiechnąłem się szeroko.
- Witaj wujku. Jak się czujesz?
- O, cześć Iker! Dobrze się czuję, nawet nie mam okazji się czymkolwiek zmęczyć, bo tu mnie wszyscy pilnują. I policzymy się jak przyjedziesz, bo wiem, że to Twoja sprawka!
- I bardzo dobrze, że pilnują. – zaśmiałem się szczerze.
- Tak, tak. A kiedy mnie odwiedzisz?
- Za tydzień mam mecz, a potem będę na jakiś czas wolny to postaram się wpaść. Teraz Julie tam jest.
- Oo, naprawdę? To powiedz, że ją zapraszam do siebie.
- Na pewno przekażę. Myślę, że chętnie Cię odwiedzi. – odpowiedziałem.
Rozmawialiśmy jeszcze przez jakiś czas. Później usiadłem przed telewizorem i zacząłem szukać czegoś ciekawego do obejrzenia.


Julie

            Otworzyłam powoli oczy i od razu poczułam potworny ból głowy – skutek nadmiernego picia. Rozejrzałam się po salonie i szybko oceniłam całą sytuację. Leżałam na kanapie, w ubraniach, przykryta kocem. Znajdująca się poduszka i drugi koc na sąsiedniej sofie oznaczały, że tam spał Mateo. Wstałam powoli i ruszyłam do kuchni myśląc, że tam zastanę przyjaciela. Nie było go, ale od razu zauważyłam leżącą na szafce karteczkę. Wzięłam ją do ręki i przeczytałam wiadomość:

”Dzwonili z klubu, była jakaś poważna rozróba i wszyscy musimy stawić się u szefa. Nie wiem, o której wrócę. Czuj się jak u siebie w domu : )”

Uśmiechnęłam się i odłożyłam kartkę. Przeciągnęłam się powoli. Zauważając puste butelki po alkoholu, wzięłam się za sprzątanie. Gdy skończyłam tę czynność, poszłam odświeżyć się pod prysznicem. Ubrałam się w świeże ciuchy i postanowiłam wybrać się na zakupy. Pomyślałam, że zrobię nam domowy obiad – przynajmniej tak mogłam odwdzięczyć się przyjacielowi za pomoc. Założyłam buty, wzięłam torebkę i wyszłam z domu, zamykając za sobą drzwi na klucz. Po drodze wyjęłam telefon i odczytałam SMSa od Ikera. Połączyłam się z nim i czekałam aż odbierze. Jednak po kilku sygnałach odezwała się poczta głosowa, więc postanowiłam się nagrać.
- Cześć kotek, daj mi jeszcze jeden dzień. Muszę coś dziś załatwić i jutro wracam. I oczywiście odwiedzę Twojego wujka. Trzymaj się. – powiedziałam i rozłączyłam się.
Zajrzałam do kilku sklepów i kupiłam potrzebne składniki na obiad. Po dwóch godzinach doszłam do wniosku, że mam już wszystko co potrzebowałam i postanowiłam wracać. W pewnym momencie poczułam jak ktoś ciągnie mnie za rękę. Odwróciłam się i ujrzałam kobietę o blond włosach i mocnym makijażu.
- O co chodzi? – zapytałam niepewnie, przyglądając się nieznajomej.
- Musimy porozmawiać. – rzuciła chłodno, przeszywając mnie wzrokiem.
- A pani jest…? – zaczęłam i w końcu przypomniało mi się, że to kobieta, którą Michael przyprowadzał do domu, kiedy jeszcze u niego mieszkałam.
- Jestem partnerką Michael’a.
- Rozumiem. – powiedziałam. – Ale nie bardzo wiem, o czym miałybyśmy rozmawiać.
- Chcę, żebyś odczepiła się od mojego faceta.
Uniosłam jedną brew w górę zaskoczona nieco tym bezpośrednim stwierdzeniem.
- Po pierwsze, nie przypominam sobie, żebyśmy przeszły na „ty”. – zaczęłam. – A po drugie, niech mi pani nie mówi co mam robić. Od wielu lat przyjaźnię się z Michael’em i jestem pewna, że gdyby chciał zerwać ze mną kontakt to sam by mi o tym powiedział. A teraz przepraszam, śpieszę się. – dokończyłam i od razu ruszyłam przed siebie.
Jednak blondynka szybko wyprzedziła mnie zwinnie i zagrodziła drogę.
- Radzę Ci, daj mu spokój.
- A ja radzę, żeby pani spojrzała w lustro. – dokładnie przyjrzałam się jej twarzy. – No tak, mogę polecić świetną kosmetyczkę. Potrafi nawet nauczyć, jak poprawnie się malować.
Od razu jak ją zobaczyłam, domyśliłam się, że ma bzika na punkcie makijażu. I wcale się nie myliłam. Po moim komentarzu jej policzki zrobiły się dosłownie czerwone ze złości. Przez chwilę nie wiedziała, co powiedzieć, a potem uniosła nieco do góry głowę.
- Nie potrzebuję żadnych rad. I jeszcze raz Cię ostrzegam!
- Bo co mi zrobisz? – uniosłam jedną brew i nie czekając na odpowiedź, wyminęłam ją.
- A co tu się dzieje?! – usłyszałam znajomy głos, na co wraz z kobietą odwróciłyśmy się w stronę, z której dochodził.


~ ~ ~ ~ ~ ~

Na początku chcę Was bardzo przeprosić za moją długą nieobecność. Musiałam skupić się na maturze i przez to nie miałam kiedy pisać. Ale w końcu udało mi się stworzyć ten rozdział... trochę nudny, ale po tak długiej przerwie tylko coś takiego byłam w stanie napisać. Mam nadzieję, że znowu będę regularnie dodawała rozdziały :)
Obiecuję, że nadrobię zaległości na Waszych blogach najszybciej jak się da.

No i nasz Iker ma dziś urodziny! :)
¡Feliz cumpleaños, capitán!



sobota, 26 kwietnia 2014

Rozdział 13



Iker

            Zdenerwowany szedłem szybkim krokiem w stronę dziewczyn. Nie zauważyły mnie od razu, więc nadal wymieniały między sobą ostre zdania, a raczej praktycznie na siebie wrzeszczały…
- Nawet do niego nie pasujesz! Lepiej wracaj na swoją wieś do tej obrośniętej brudem stajni! – krzyknęła Sara, zbliżając się do Julie. – Zrozum, u boku sławnego piłkarza jest miejsce dla sławnej osoby, a nie parobka!
Stanąłem jak wryty i popatrzyłem w totalnym szoku na Hiszpankę. Naprawdę była zdolna powiedzieć coś takiego? Po kilku sekundach znowu poczułem ogromną złość. Podszedłem do kobiet, zatrzymując się przy boku Julie. Dopiero wtedy obie zauważyły moją obecność. Objąłem jedną ręką Polkę w pasie i ku mojemu zaskoczeniu poczułem jak lekko drży. Oczywiście to jeszcze bardziej wpłynęło na moją reakcję.
- Co tu się do cholery dzieje?! – zapytałem przez zaciśnięte zęby, spoglądając wściekle na Sarę.
- Kotku, to jakieś nieporozumienie. – odparła, a ja poczułem jak Julie napina mięśnie.
- Po pierwsze, nie mów do mnie „kotku”. – zacząłem, mocniej przytrzymując Polkę. – A po drugie, zostaw Julie! Nie obwiniaj jej za to, że coś pomiędzy nami się skończyło.
- Iker nie musisz… - usłyszałem głos Julie, lecz przerwałem jej.
- Muszę, bo inaczej to się nigdy nie skończy. – następnie przeniosłem z powrotem wzrok na Sarę. – Daj już sobie spokój, naprawdę. Zajmij się swoim życiem i pozwól mi na to samo.
- To jeszcze nie koniec! Zniszczę Was. A Ty Casillas będziesz błagał, żebym do Ciebie wróciła!
W tym momencie zrobiło się wokół nas zamieszanie. Kilku dziennikarzy podbiegło z aparatami, robiąc nam zdjęcia. Oczywiście Sara była chętna do udzielenia wywiadu, lecz uprzedziłem ją i zwróciłem się głośno do mojej towarzyszki.
- Kochanie, wracajmy na salę. Trener chce Cię poznać. – uśmiechnąłem się do niej.
Julie skinęła głową i ruszyliśmy przed siebie. Jeden z reporterów zaczął zadawać mi mnóstwo pytań typu „a co ze związkiem z panną Carbonero?”, lecz zbyłem go krótkim „bez komentarza”. Gdy znaleźliśmy się obok chłopaków, poprosiłem Crisa na bok.
- Czy możecie przeprosić trenera w moim imieniu i wyjaśnić jaka jest sytuacja? – wskazałem na Polkę. – Zabiorę ją do domu, wiadomo jak teraz się czuje…
- No jasne! – Portugalczyk przyjacielsko przytrzymał mnie za ramię. – To dobry pomysł, wracajcie do domu. A tu będzie wszystko pod kontrolą.
- Oj, chyba nie do końca. – powiedziałem, patrząc na wymachującą rękoma w oddali Sarę, po czym westchnąłem głośno. – Dzięki. – uśmiechnąłem się do przyjaciela.
Następnie razem z Julie pożegnaliśmy się z chłopakami i wsiedliśmy do mojego auta. Całą drogę przejechaliśmy w milczeniu. Co jakiś czas zerkałem na towarzyszkę i po prostu widziałem, że nie ma ochoty na rozmowę. Gdy zaparkowałem przed domem, wysiadła z samochodu i po chwili weszła do domu. Odczekałem kilka minut, próbując choć trochę się uspokoić, po czym także opuściłem auto i ruszyłem w stronę budynku. Znalazłem ją w salonie. Siedziała na kanapie, trzymając w dłoni kieliszek wypełniony alkoholem.
- Wina? – uniosła wzrok na mnie, po czym upiła spory łyk trunku.
- Chętnie. – powoli podszedłem do kanapy, usiadłem obok Polki, a następnie wziąłem od niej drugi kieliszek, dziękując skinieniem głowy.
- Przepraszam. – rzekłem chwilę później.
- Nie masz za co.
- Mam, bo to przeze mnie. To znaczy gdyby nie ja, to nie byłoby takiej sytuacji.
- Przecież nie dało się do końca przewidzieć jak zareaguje Sara. – wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się do mnie delikatnie. – Braliśmy pod uwagę, że tak może być.
Opróżniłem zawartość swojego kieliszka za jednym razem i odstawiłem go na ławę.
- Ale mam nadzieję, że nie wzięłaś na poważnie jej głupiego gadania.
- Może ona miała rację. – powiedziała, wpatrując się w kieliszek.
- Słucham?! Jak to? – zacząłem przyglądać jej się ze zdziwieniem.
- Coś w tym jest, że sławny piłkarz powinien pokazywać się z osobą, która też coś znaczy.
- Julie, Ty chyba nie mówisz poważnie?!
Nie odpowiedziała, tylko dopiła wino i powoli wstała. Patrzyłem na nią w osłupieniu przez chwilę, po czym ponownie się odezwałem.
- Julie?
Odwróciła się w moją stronę i czekała, nie odzywając się nadal.
- Sara nie ma racji. – ciągnąłem. – To nie ma dla mnie żadnego znaczenia, naprawdę.
- Pójdę już spać. – odparła po chwili i uśmiechnęła się. – Dobranoc.
Chciałem jeszcze coś powiedzieć, ale ostatecznie rozmyśliłem się i tylko patrzyłem jak wychodzi, kierując się do sypialni. I to była gościnna sypialnia, a nie moja. Ale czego mogłem się spodziewać po tych wszystkich wydarzeniach tego dnia?


Julie

            Nie byłam w stanie zasnąć, więc po dłuższym czasie udałam się do kuchni. Przesiedziałam na kuchennej szafce dobre dwie godziny, wpatrując się w okno. Nadal miałam na sobie sukienkę, gdyż nawet nie przyszło mi do głowy, by przebrać się w piżamę. Siedziałam, zastanawiając się nad tym, co się zdarzyło. Oczywiście nie chciałam oddalać się od Ikera, ale moja podświadomość podsunęła mi myśl, że powinnam. A przede wszystkim, że muszę wyjechać z Madrytu, bo tu nie potrafię podjąć w pełni rozsądnej decyzji. Przeniosłam swój wzrok na ścienny zegar – 2:30. Westchnęłam, po czym ponownie spojrzałam w okno. Byłam tak zamyślona, że nawet nie zauważyłam, kiedy Hiszpan wszedł do kuchni. Zdałam sobie sprawę z jego obecności dopiero, gdy zaczął do mnie podchodzić. Zdążyłam tylko zauważyć, że ma na sobie koszulkę i spodenki, więc on jednak chyba zachował zdrowy rozsądek, skoro pomyślał o zmianie ubioru.
- Dlaczego nie śpisz? – zapytał, zatrzymując się przede mną.
Zsunęłam się z szafki i chciałam go wyminąć, lecz on spodziewał się tego i zbliżył się jeszcze bardziej, opierając swoje dłonie na blacie oraz uniemożliwiając mi tym samym wydostanie się.
- Po prostu nie jestem senna. – wzruszyłam lekko ramionami, omijając go wzrokiem.
- Chcesz mnie teraz unikać?
Spojrzałam w jego brązowe oczy i próbowałam cokolwiek z nich wyczytać. Co ja usłyszałam w jego głosie? Zawód? Smutek? Ból?
- Nie. – odpowiedziałam po dłuższej chwili, po czym wtuliłam się w niego.
Objął mnie w pasie i oparł głowę o moje ramię. Odchyliłam się delikatnie, by uśmiechnąć się do niego, po czym pocałowałam go długo i namiętnie.
- Przepraszam za moje wcześniejsze zachowanie. – dotknęłam dłonią jego policzka, a on się uśmiechnął.
- Chodź do mnie spać.
Pociągnął mnie w stronę swojej sypialni, a gdy już się tam znaleźliśmy, zaczął mnie całować. Po dłuższej chwili poczułam jak kładzie jedną dłoń na mojej nodze i przesuwa ją w stronę uda. Przez moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. Pieściłam jego język swoim, ciesząc się tą chwilą. Hiszpan delikatnie uniósł do góry moją sukienkę, przy czym nadal masował moje udo, a drugą ręką przysunął mnie jeszcze bliżej siebie. Nie zastanawiając się ani chwili, wsunęłam swoje dłonie pod jego koszulkę. Długimi paznokciami delikatnie drapałam jego tors i nie przestawałam całować go zachłannie. Przez dłudzy moment powtarzaliśmy nieustannie nasze czynności. Po jakimś czasie poczułam jak Iker powolnym ruchem rozsunął sukienkę. Następnie położył dłonie na moich ramionach i oderwał się od moich ust. Delikatnie zaczął zsuwać ze mnie ubranie, dokładnie przyglądając się mojemu ciału. Kiedy ta część garderoby znalazła się już na podłodze, pociągnął mnie delikatnie za dłoń, a ja zrobiłam krok w stronę mężczyzny, zostawiając tym samym sukienkę za sobą. Bramkarz jeszcze raz zlustrował moje ciało, po czym jedną ręką objął mnie w pasie, a drugą przejechał powoli po moim brzuchu.
- Mieliśmy iść spać. – uniosłam brwi w górę z lekkim rozbawieniem.
- Mhm. – mruknął w odpowiedzi, a następnie wpił się w moje usta, rozchylił je językiem i całował namiętnie.
Nie będąc ani chwili dłużna, złapałam jego koszulkę w dłonie i szybkim ruchem ściągnęłam ją z Hiszpana. Moje dłonie sprawnie wędrowały po jego nagich plecach. Odchyliłam delikatnie głowę, gdy pieścił ustami moją szyję. Już w tamtym momencie odłączyłam się od rzeczywistości, w pełni poddając się dotykowi mężczyzny. W pewnej chwili Iker delikatnie popchnął mnie na łóżko, a ja oczywiście pociągnęłam go za sobą. Szybko pozbyliśmy się bielizny, błądząc dłońmi po naszych ciałach i całując się nieustannie. Po długich pieszczotach w końcu złączyliśmy swe ciała w jedność. Fale rozkoszy przychodziły jedna za drugą wraz z każdym naszym ruchem. Sypialnię Hiszpana wypełniły ciche jęki. Zatraciliśmy się w sobie na dobre, zapominając o całym świecie. Liczyliśmy się tylko my, dając nawzajem sobie to, co najlepsze. Zagryzłam mocno dolną wargę, gdy jednocześnie doznaliśmy spełnienia.

Leżałam obok Ikera wtulona w jego rozgrzane ciało. Delikatnie musnęłam jego tors ustami, na co zareagował leniwym mruknięciem. Otworzył powoli oczy i uśmiechnęliśmy się do siebie.
- Co powiedziałaś wtedy małemu Crisowi?
Zmarszczyłam lekko brwi, spoglądając na niego.
- Ale kiedy? – zapytałam w końcu, wpatrując się w jego brązowe oczy.
- No wtedy jak czytałaś mu bajkę na dobranoc. – delikatnie kreślił kółka na mojej łopatce, a ja oparłam głowę o jego klatkę piersiową.
- I tak Ci nie powiem. – uśmiechnęłam się szeroko z rozbawienia.
Hiszpan przyciągnął mnie jeszcze bardziej do siebie tak, że znajdowałam się na nim. Patrzyłam w jego oczy z nieukrywanym, łobuzerskim uśmiechem na twarzy.
- Panno Julio, czyżby naśmiewała się pani ze mnie? – powiedział, starając się poprawnie wypowiedzieć moje polskie imię, czym jeszcze bardziej mnie rozśmieszył.
- Nie, ani trochę. – odpowiedziałam z powagą, lecz już po chwili zaśmiałam się szczerze.
- I tak mi w końcu powiesz, co wtedy odpowiedziałaś.
Po tych słowach pocałował mnie namiętnie i takim sposobem zaczęliśmy od nowa cieszyć się sobą nawzajem.


Iker

            Obudziłem się, powoli otwierając oczy. Od razu spostrzegłem, że leżąca obok mnie Polka już nie śpi. Wtuliłem się w nią, ponownie zachwycając się jej miękką i aksamitną skórą.
- Która godzina? – zapytałem, czując jak bawi się moimi włosami.
- Coś przed 10:00.
- Czyli trzeba wstawać?
- Mhm. – mruknęła w odpowiedzi i nie przerywała swej czynności.
- No to jeszcze pięć minut.
Zaśmialiśmy się oboje, po czym ucałowałem ją w okolicy brzucha. Kiedy już wstaliśmy, wzięliśmy szybki prysznic, a następnie zajęliśmy się szykowaniem śniadania. Akurat smarowałem kromki chleba masłem, gdy przyszedł SMS do Polki. Odczytała go, po czym z uśmiechem na twarzy odpisała coś i wyjęła z lodówki żółty ser.
- Mogę wiedzieć kto taki napisał, że tak się ucieszyłaś? – zapytałem, spoglądając na nią.
- Mateo. – uśmiechnęła się i dokończyła robić kanapki.
- A Mateo to…?
- Barman, który pracuje w tym klubie co często bywałam.
- Ach, ten… - postawiłem talerz ze śniadaniem na stole i zająłem jedno miejsce. – Co takiego od Ciebie chciał?
- Nic. – wzruszyła ramionami i usiadła naprzeciw mnie, po czym od razu wzięła się za jedzenie. – Po prostu się zaprzyjaźniliśmy.
Wziąłem z niej przykład i także zacząłem zajadać się kanapkami.
- Mhm. A co z Michael’em?
Julie popatrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, po czym odłożyła powoli trzymaną w dłoni kanapkę.
- Nie mam pojęcia. – zaczęła. – Powinniśmy porozmawiać, bo do tej pory zachowujemy się jak dzieci, cały czas się omijając. Poza tym muszę wiedzieć, czy nadal chce żebym u niego pracowała. Przecież nie będę u niego siedziała, jeśli on tego nie chce.
- To nie możesz do niego zadzwonić i porozmawiać?
- A nie lepiej byłoby to załatwić w cztery oczy? – zapytała.
- A musisz już  wyjeżdżać? – rzekłem ze smutkiem, patrząc w jej oczy, a ona zaśmiała się cicho.
- Ciebie też nie mogę wykorzystywać!
- Możesz. – uniosłem brwi i uśmiechnąłem się łobuzersko. – Całkowicie pozwalam.
- Nie w tym sensie głupolu!
Roześmialiśmy się jednocześnie, a potem dokończyliśmy nasze śniadanie. Kiedy już pozmywaliśmy i odstawialiśmy naczynia, zaczęliśmy zastanawiać się jak możemy spędzić ten dzień. Ustaliliśmy, że Polka zostanie jeszcze jeden dzień u mnie, a potem poleci na wyspę, omówi wszystko z Michael’em i wtedy zadecydujemy co dalej. Do treningu pozostało mi kilka godzin, więc postanowiłem zabrać Julie w kilka ciekawych miejsc w Madrycie. Jednak nie było mi dane to zrobić. Gdy tylko powiedziałem jej o tym pomyśle, usłyszeliśmy głośne pukanie do drzwi. Kiedy je otworzyłem, ujrzałem kilkoro chłopaków z drużyny. Zaprosiłem ich do środka. Od razu zauważyłem, że coś jest nie tak…
- Obawiamy się, że popsujemy Wam resztę dnia, ale musimy Wam to pokazać. – zaczął bez zbędnych wstępów Xabi Alonso.
- Ale co takiego? – Julie obrzuciła go zaniepokojonym spojrzeniem.
- Patrzcie. – Hiszpan podał mi jeden egzemplarz sławnego dziennika piłkarskiego. – Dziesiąta strona.
Spojrzałem na niego z niepokojem, po czym otworzyłem gazetę na podanej przez przyjaciela stronie. Polka podeszła do mnie szybkim krokiem. Od razu rzuciło nam się w oczy zdjęcie, na którym znajdowała się Julie z małym Crisem. Siedzieli na ławce w parku, akurat kobieta pochylała się nad chłopcem i chyba poprawiała mu kurtkę. Na początku strony widniał duży nagłówek: „Czyżby największy gwiazdor Realu Madryt miał romans?!”. Był także krótki tekst, gdzie reporter zapewniał, że „brunetka ze zdjęcia” na pewno nie pochodzi z rodziny Ronaldo. I że nie raz była widziana z jego synem.
- To chyba jakiś żart?! – jako pierwsza odezwała się Julie. – Przecież mogę być na przykład jego opiekunką! Dlaczego od razu zakładają romans?!
- Świat mediów. – mruknął Sergio, kręcąc powoli głową.
- A co na to Cris? – spojrzałem na nich uważnie.
- Wkurzył się, ale oczywiście nie na Was tylko na tych durni. – wskazał na gazetę Xabi. – Poinformował o wszystkim Irinę, żeby była przygotowana, gdyby media ją złapały. No i teraz pojechał do wydawnictwa, żeby napisać sprostowanie.
Kiwnąłem głową na znak zrozumienia, po czym westchnąłem głośno i odłożyłem gazetę.


Julie

            Chodziłam zdenerwowana po całym pokoju. Zdenerwowana? No dobra, raczej wściekła.
- Ale jak oni w ogóle Was znaleźli? – Khedira skierował swoje pytanie do mnie. – Nie widziałaś kogoś podejrzanego?
W tym momencie przypomniał mi się mężczyzna, który obserwował nas w parku. Wprawdzie nie zauważyłam u niego żadnego aparatu, ale ci dziennikarze mieli przecież teraz tyle możliwości…
- Chyba wiem kiedy to było. – zaczęłam i opowiedziałam im tamtą sytuację. – Przez ten wyjazd do Madrytu zapomniałam Wam o tym powiedzieć. – rzekłam na zakończenie.
- Przykro mi, ale to jeszcze nie koniec złych wieści. – odezwał się Xabi.
Wymieniliśmy z Ikerem przerażone spojrzenia, a następnie przenieśliśmy wzrok na Hiszpana.
- Co masz na myśli? – zapytał bramkarz.
- Gazeta, którą widzieliście to wydanie sprzed tygodnia. – odpowiedział. – A ta jest dzisiejsza. – podał nam kolejne czasopismo.
Tym razem nie musieliśmy otwierać gazety. Już na okładce widniało zdjęcie z wczorajszej, charytatywnej imprezy. Iker obejmował mnie w pasie, a naprzeciw nas stała Sara. Już na pierwszy rzut oka było widać, że Hiszpanka z bramkarzem prowadzą zaciętą dyskusję. Uwagę przykuwał także ogromny nagłówek: „Szok! Znana dziennikarka sportowa poniżona przez sławnego bramkarza! Czy to koniec ich związku?”. Poczułam jak złość przypływa do mnie z jeszcze większą siłą niż kilkanaście minut temu.
- Ja wiedziałam, że media nie dają Wam żyć. No ale aż tak?! – rzuciłam gazetę na stolik. – Ona poniżona?! Naprawdę?!
- Teraz jeszcze zastanawiają się czy w końcu jesteś z Crisem, czy z Ikerem. – powiedział Sergio.
- Nie wierzę, no normalnie nie wierzę… - odezwał się Iker.
- Kto jest odpowiedzialny za te durne artykuły? – zapytałam, patrząc po kolei na każdego z chłopaków.
- W dużej mierze między innymi Sara Carbonero. – mruknął Xabi.
- Że co?! Chyba uduszę ją własnymi rękoma! – krzyknęłam, nie mogąc powstrzymać zdenerwowania. – Wczorajsze spotkanie z nią było bardzo grzeczne w stosunku do tego, które się odbędzie.
- Trzeba coś z tym zrobić. – rzekł Sami.
Rozmawialiśmy jeszcze przez kilkanaście minut. W końcu chłopaki musieli wracać do swoich domów także zaczęli się zbierać. Wraz z Ikerem podziękowaliśmy im za szybkie poinformowanie nas o zaistniałej sytuacji. W pewnym momencie poczułam jak bramkarz Królewskich stanął za mną i objął mnie w pasie, zatrzymując swoje dłonie na moim brzuchu.
- A co Ty jesteś w ciąży?! – zapytał zszokowanym głosem Alvaro Morata, patrząc w naszym kierunku.
- Co takiego?! – odparliśmy jednocześnie z Hiszpanem.
- No bo trzymasz Julie za brzuch. Myślałem, że spodziewacie się dziecka.
- No to teraz wymyśliłeś! – powiedział Iker, po czym wszyscy się roześmialiśmy.
- Spokojnie, nie jestem. – rzekłam, gdy już opanowałam się nieco.
- A to by była kolejna sensacja dla naszych kochanych dziennikarzy. – Sergio pokręcił z udawanym zawiedzeniem głową i westchnął.
Zaśmialiśmy się ponownie i pożegnaliśmy chłopaków. Oparłam się o ścianę, kiedy Iker zamykał drzwi wejściowe. Następnie podszedł powolnym krokiem do mnie i złożył na moich ustach długi pocałunek. Odwdzięczyłam mu się tym samym, wplatając jedna dłoń w jego włosy.
- Przykro mi, że wplatali Cię w to wszystko. – odezwał się w końcu, opierając swoje czoło o moje.
- Dokładnie wiedziałam, że coś wymyślą. To była tylko kwestia czasu. I nie martw się, ja nie załamuję się tak łatwo, dam radę.
Hiszpan uśmiechnął się w odpowiedzi i ponownie zaczął mnie całować. Kiedy oderwaliśmy się od siebie, spojrzał w moje oczy z nieukrywaną radością.
- Wiem jak mogę Ci to wynagrodzić.
- Jak? – uniosłam jedną brew ciekawa, co wymyślił.
Wziął mnie za rękę, po czym zaczął iść powolnym krokiem w kierunku swojej sypialni.
- A zgadnij, zgadnij… - zerknął na mnie z szerokim uśmiechem na twarzy.
Zaśmiałam się głośno, po czym przyciągnęłam go do siebie i pocałowałam zachłannie. W objęciach ruszyliśmy do pokoju Ikera.


~ ~ ~ ~ ~ ~

No to mamy trzynastkę. 
Nie przedłużając, życzę Wam udanego weekendu! 
Pozdrawiam serdecznie.

San Iker :)


piątek, 18 kwietnia 2014

Rozdział 12



Julie 

            Kolejne dni mijały w miarę spokojnym rytmem. W godzinach pracy wykonywałam swoje obowiązki przy koniach, nawet starając się nieco bardziej niż zazwyczaj. Chciałam też w końcu porozmawiać z Michael’em, ale on przybrał skuteczną taktykę unikania mnie. Przez cały czas jakimś trafem gdy przychodziłam do stajni, jego już nie było, a wracał kiedy ja zdążyłam już wyjść. Tylko jeden raz udało mi się zastać go w domu, ale był wtedy w towarzystwie jakiejś blondynki i dosłownie zlekceważył mnie krótkim „cześć”, po czym zaczął flirtować z kobietą. Postanowiłam po prostu przestać próbować porozmawiać z nim na siłę. Stwierdziłam, że kiedy znudzi mu się omijanie mnie szerokim łukiem, wtedy przyjdzie i porozmawiamy. Popołudnia natomiast spędzałam zazwyczaj z synkiem gwiazdy Realu Madryt. Zabierałam małego Cristiano na spacery i inne, różne atrakcje. W tym czasie Ronaldo pomagał Ikerowi w załatwianiu wielu spraw dotyczących biznesu  wujka, gdyż ten nie miał jeszcze na to siły. Pewnego wieczoru siedzieliśmy w czwórkę w salonie – ja, Iker, Cris i jego syn. Chłopiec z wielkim zaangażowaniem przeglądał magazyn sportowy, a my rozmawialiśmy, popijając przy tym herbatę.
- Jutro przywieziemy wujka do domu i możemy wracać do Madrytu. – rzekł w pewnym momencie Hiszpan. – Tutaj już się nim zaopiekują. Zresztą i tak będę dzwonił, i na pewno znajdę też czas, by go odwiedzić.
- Chłopaki już zaczęli treningi, rozmawiałem dziś z nimi. – odezwał się Portugalczyk. – Podobno Marcelo wymyślił dla nas jakieś ekstra powitanie.
- Ekstra? No to możemy już się bać.
Zaśmialiśmy się razem, po czym upiłam łyk gorącego napoju.
- Szkoda, że nie możesz z nami lecieć do Madrytu. – zwrócił się do mnie Cristiano.
- No niestety, mogę jedynie pojawić się na imprezie.
- Nadal nie rozumiem dlaczego nie chcesz rzucić tej pracy u Michael’a. – oznajmił Iker. – Mogłabyś przeprowadzić się do stolicy Hiszpanii. Przynajmniej miałabyś z nami stały kontakt.
- Przecież są telefony i Internet. – powiedziałam z naciskiem, spoglądając na bramkarza. – Możemy rozmawiać nawet codziennie.
Hiszpan mruknął coś pod nosem w odpowiedzi i zaczął przeglądać z małym Crisem gazetę. Popatrzyłam znacząco na dorosłego Portugalczyka, przewróciliśmy jednocześnie oczami, po czym zaśmialiśmy się głośno. Bramkarz spojrzał na nas piorunującym wzrokiem, przez co od razu spoważnieliśmy.
- Dobra kolego, czas spać. – odezwał się wieczorem Cristiano, podchodząc do synka.
- Ciociu, a poczytasz mi bajkę? – chłopczyk spojrzał na mnie z nadzieją w oczach.
- Oczywiście!
- Chwila, a ja?! – powiedział Ronaldo z niedowierzaniem.
- Oj tato, nie martw się. Następnym razem Ty mi poczytasz. – powiedział poważnym tonem Cris, na co zaśmialiśmy się szczerze.
Tak więc udaliśmy się we dwójkę do sypialni, w której nocował napastnik. Przez jakiś czas siedziałam na łóżku, czytając maluchowi bajkę. Gdy dotarliśmy do końca historii, odłożyłam książeczkę i poprawiłam kołdrę, pod którą leżał.
- Ciociu, a Ty lubisz wujka Ikera? – zapytał mały Portugalczyk.
- Lubię. A Ty?
- Ja też. Jest bardzo fajny. – uśmiechnął się do mnie, po czym kontynuował. – A czy jesteś jego dziewczyną?
Popatrzyłam na chłopca totalnie zaskoczona. Niby co mogłam mu odpowiedzieć? Szukałam w myślach jakiejś w miarę mądrej odpowiedzi, gdy maluch odezwał się ponownie.
- A lubisz go tak bardzo jak mój tata mamę? – zapytał, uśmiechając się tak bardzo szczerze, że od razu poszłam w jego ślady.
Po chwili pochyliłam się i wyszeptałam mu do ucha dwa słowa. Puściłam do niego oczko, po czym życzyłam dobrej nocy. Gdy maluch usnął, wstałam powoli i wyszłam z pokoju. Najciszej jak umiałam, zamknęłam drzwi.
- Co mu odpowiedziałaś?
Drgnęłam ze strachu, odwracając się szybko w stronę skąd dochodziły słowa.
- Chcesz żebym dostała zawału?! – zwróciłam się do Ikera i od razu ruszyłam do schodów.
- Nie zmieniaj tematu. – stanął przede mną, oczekując na odpowiedź.
- Podsłuchiwałeś? – uniosłam jedną brew w górę, po czym pokręciłam głową. – Życzyłam mu dobrej nocy. – rzekłam szybko, próbując go ominąć.
Hiszpan zdecydowanym ruchem złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie.
- Lepiej mi odpowiedz. – wyszeptał z cwaniackim uśmiechem praktycznie dotykając moich ust swoimi.
W tym momencie wpadł mi do głowy pewien pomysł. Zaczęłam namiętnie całować Ikera, opierając dłonie o jego ramiona. Zaskoczony nieco moim zachowaniem rozluźnił uścisk swych dłoni. Wykorzystując ten moment, oderwałam się od niego, uwalniając się z jego objęć i szybko wyminęłam.
- Nie tym razem kotku. – powiedziałam z satysfakcją i zaczęłam schodzić na dół.

Następny dzień minął mi w błyskawicznym tempie. Iker wraz z przyjacielem mieli odebrać wujka ze szpitala, więc ja po pracy zabrałam małego Crisa na konną przejażdżkę. Chłopiec był dosłownie oczarowany tymi zwierzętami, a w szczególności kucykami. Później zjedliśmy wspólnie przyrządzony obiad, a na zakończenie popołudnia poszliśmy na lody.
- Ciociu, a Ty jaki masz smak? – zapytał, jedząc swój deser.
- Czekoladowy, chcesz spróbować? – uśmiechnęłam się, a następnie podałam mu swojego loda.
- Też dobry. – oznajmił, po czym powrócił do zajadania własnych smaków.
Ja natomiast rozejrzałam się powoli po parku, gdyż cały czas miałam wrażenie, że ktoś nas obserwuje. Wszystko jednak wydawało się być w jak najlepszym porządku. Przesuwałam wzrokiem po zakochanych parach, a także rodzicach ze swoimi pociechami. Już miałam zrezygnować, gdy nagle zauważyłam stojącego nieopodal mężczyznę. Patrzył prosto na nas, a kiedy zorientował się, że go zauważyłam, pospiesznie zaczął robić coś na telefonie. Zmarszczyłam lekko brwi, nie rozumiejąc o co chodzi. Chyba gdzieś go już widziałam…
- A kiedy możemy zobaczyć się z wujkiem Casillasem? – z rozmyślań wyrwał mnie głos chłopca.
Zerknęłam na zegarek, po czym uśmiechnęłam się do Cristiano.
- Myślę, że tatuś z wujkiem Ikerem już go przywieźli, więc możemy iść nawet teraz. – powiedziałam.
Wstaliśmy więc z ławki, chłopiec podał mi swą dłoń i ruszyliśmy powolnym krokiem przed siebie.
Wieczorem niestety nadszedł czas pożegnania. Piłkarze musieli wracać do Madrytu, gdyż następnego dnia mieli rozpocząć treningi. Po uściskaniu Portugalczyka i jego synka, wsiadłam do samochodu, którym Iker odwiózł mnie do domu. Wysiedliśmy z auta i podeszliśmy do siebie powolnym krokiem.
- No to do zobaczenia.
- Naprawdę nie możesz z nami lecieć? – odparł, przytulając mnie do siebie.
- Bardzo bym chciała, ale nie ma szans.
- Rzuć tę pracę w cholerę.
Zaśmiałam się tylko krótko w odpowiedzi, po czym uniosłam nieco głowę, by móc spojrzeć na Hiszpana. Uśmiechnęłam się do niego i po chwili złożyłam na jego ustach czuły pocałunek. Iker oczywiście wykorzystał sytuację i nie pozwolił mi się od siebie odsunąć. Wplótł dłoń w moje włosy, a drugą ręką obejmował mnie w pasie. Staliśmy tak, całując się nieustannie. Kiedy w końcu oderwaliśmy się od siebie, pożegnaliśmy się, po czym Hiszpan wsiadł do auta. Powoli pomachałam do niego, a kiedy straciłam samochód z pola widzenia, westchnęłam głośno i weszłam do domu.


Iker

            Droga powrotna ciągnęła się w nieskończoność. Cristiano z synem praktycznie cały ten czas przespali. Ja natomiast próbowałem ułożyć w głowie argumenty, które mogłyby przekonać Julie, by po charytatywnej imprezie została już w Madrycie. Niestety nie szło mi to zbyt dobrze. Gdy już wymyśliłem moim zdaniem jakiś poważny powód, od razu nasuwały mi się odpowiedzi Polki. Na przykład: gdybym powiedział jej, że w Madrycie będzie miała lepiej płatną pracę, zapewne odpowiedziałaby, że obiecała swojemu przyjacielowi pomoc i nie może nagle zmienić zdania. Westchnąłem cicho, poddając się w końcu. Wziąłem przykład z Portugalczyków i resztę drogi po prostu przespałem.
Gdy już wylądowaliśmy w stolicy, Cris pojechał odwieźć syna do domu, a ja udałem się do swojego, by przywitać się z rodzicami. Odświeżyłem się, biorąc szybki prysznic i po pół godzinie ruszyłem samochodem w kierunku stadionu. Po kilkunastu minutach zostawiłem auto na parkingu i wraz z Crisem, który także w tej samej chwili przybył, ruszyliśmy na boisko. W pewnym momencie usłyszeliśmy jakiś hałas. Spojrzeliśmy na siebie zdziwieni.
- W ogóle jakoś ciemno jest, no nie? – stwierdził zdziwiony Portugalczyk, rozglądając się.
- Właśnie. To nie ma dziś treningu?
- Nie mam pojęcia. – wzruszył ramionami, po czym ruszyliśmy dalej. – Ale nie no, musi być! Przecież rozmawiałem dziś z trenerem przez telefon.
- To ja już nic z tego nie rozumiem. – odparłem zgodnie z prawdą.
Gdy weszliśmy na boisko, w końcu dowiedzieliśmy się o co chodziło. Wszystkie światła były powyłączane, ale chłopaki widząc nas, szybko włączyli kilka z nich, tak że oświetlały tylko środek boiska. Naszym oczom ukazali się koledzy z drużyny. Byli ubrani w szerokie spodnie z niskim krokiem i luźne bluzy. Na głowach mieli hip-hopowe czapki, a na szyi złote łańcuchy. Ustawili się przed nami z mikrofonami w dłoniach i ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, zaczęli rapować w rytm mocnych basów:

Ten numer powstał specjalnie dla naszych ziomków,
bo tęskniliśmy za nimi od samego początku.
Sergio, Marcelo, Xabi i cała ekipa,
trenowali bez goalkeeper’a i czołowego napastnika.
Teraz są tutaj z nami i znowu zaczniemy wariować,
a Ty leszczu nawet nie próbuj nas pokonać!
Joł, joł !

Wykonali jeszcze jakiś taniec – a raczej moim zdaniem udawali skaczące małpy i zakończyli swój występ ponownym „joł, joł”. Razem z Crisem staliśmy w osłupieniu, nie potrafiąc wykrztusić ani jednego słowa. Gdy pierwszy szok minął, spojrzeliśmy na siebie, po czym wybuchnęliśmy głośnym śmiechem. Chłopaki przyłączyli się do nas po krótkiej chwili.
- Czy to właśnie było to ekstra powitanie wymyślone przez Marcelo? – spytałem, gdy już trochę się opanowałem.
- Dokładnie tak. – odparł Jesé z ogromnym uśmiechem. – Jak się podobało?
- Wam już kompletnie odbiło. – Cris pokręcił głową i ponownie się zaśmiał.
Porozmawialiśmy chwilę z kolegami, po czym wszyscy ruszyliśmy do szatni. Przebraliśmy się w stroje treningowe i pod czujnym okiem trenera, wykonywaliśmy różne ćwiczenia.
Wieczorem udałem się do sklepu, by kupić potrzebne składniki na kolację. Moi rodzice mieli następnego dnia wracać do rodzinnego miasta, tak więc chcieliśmy spędzić choć jeden wieczór razem. Wrzucałem produkty do koszyka, zerkając na trzymaną w dłoni listę, gdy nagle usłyszałem ten dobrze znany mi głos.
- Iker, wróciłeś! – krzyknęła słodkim tonem Sara, od którego aż zrobiło mi się nie dobrze.
Podeszła szybkim krokiem i chciała pocałować mnie w policzek, lecz w porę odsunąłem się na bezpieczną odległość.
- Nie przywitasz się ze mną?
- A muszę? – wzruszyłem lekko ramionami, po czym włożyłem ser do koszyka i ruszyłem dalej.
- Tak traktujesz swoją narzeczoną?! – zapytała podniesionym głosem, idąc obok mnie.
Zmarszczyłem lekko brwi jakby się zastanawiając i zwróciłem się do niej:
- Z tego co pamiętam, nie jesteśmy już razem.
- Słucham?! – stanęła przede mną, uniemożliwiając tym samym przejście.
- Przecież rozmawialiśmy o tym przez telefon.
- Myślałam, że to tylko Twoje głupie gadanie!
- No to źle myślałaś. – odparłem chłodno, po czym skierowałem się w stronę kasy.
Szybko zapłaciłem za wybrane produkty i wyszedłem ze sklepu. Nie oglądając się za siebie, podszedłem do samochodu, położyłem zakupy na siedzeniu pasażera, usiadłem za kierownicą i ruszyłem w stronę domu. W sumie byłem zadowolony, że spotkanie z Sarą poszło po mojej myśli.

Przez kilka kolejnych dni robiłem praktycznie cały czas to samo. Chodziłem na treningi, później na różne rozrywki z chłopakami, a wieczory spędzałem przed telewizorem. Codziennie starałem się także zamienić choć kilka słów z Julie przez telefon. Odliczałem dni do imprezy charytatywnej, na którą miała ze mną pójść. W dzień przed tym wydarzeniem, jak zwykle byłem na treningu. Gdy skończyliśmy ćwiczyć, rozmawiałem przez jakiś czas z trenerem, a następnie udałem się do szatni, by się przebrać. Chłopaków już nie było, więc nie spiesząc się, odświeżyłem się i zmieniłem ubranie. Potem usiadłem i zacząłem sznurować buty. Nadal wykonując tę czynność, usłyszałem pukanie do drzwi.
- Proszę. – rzuciłem, nie przerywając sznurowania.
- Szukam najlepszego bramkarza na świecie. Dobrze trafiłam? – słysząc ten głos od razu podniosłem głowę i ujrzałem uśmiechniętą Polkę.
- Julie! – krzyknąłem i po kilku sekundach już trzymałem ją w objęciach. – Przecież miałaś przylecieć dopiero jutro rano.
- No tak, ale wyrwałam się wcześniej. Taka mała niespodzianka.
- Mała?! Nawet nie wiesz jak się cieszę! – powiedziałem z radością i nie czekając ani chwili dłużej, pocałowałem ją namiętnie.
Chwilę później szliśmy do chłopaków, którzy jak powiedziała mi Julie, czekali na nas na parkingu.
- Chyba chcą iść na jakąś imprezę. – spojrzała na mnie, wzruszając lekko ramionami.
- Oni to by tylko szaleli. – pokręciłem głową, po czym zaśmiałem się cicho. – To idziemy jak coś?
- Pewnie. Ale ja nie mogę za długo, bo muszę jeszcze poszukać hotelu.
- A po co Ci hotel?
- No a gdzie mam spać? Pod mostem? – zapytała z rozbawieniem.
- Nie będzie ani hotelu, ani mostu. – zaśmiałem się. – Śpisz u mnie. – dodałem i spojrzałem na nią tak, by wiedziała, że tę dyskusję uważam za zakończoną.
Do późna bawiliśmy się z chłopakami w klubie. O 3:00 w końcu dotarliśmy do domu totalnie zmęczeni. Od razu udaliśmy się do sypialni i nawet nie przebierając się, położyliśmy się na łóżko. Jedyne o czym marzyliśmy to długi, spokojny sen.


Julie

            Otworzyłam powoli oczy i zauważyłam śpiącego obok Ikera. Przyglądałam mu się przez dłuższą chwilę z uśmiechem, po czym uniosłam głowę, szukając wzrokiem zegarka. Gdy go znalazłam, dwa razy odczytałam godzinę z niedowierzaniem.
- Iker, jest już 12:00!
- Co?! – Hiszpan w jednej chwili przebudził się na dobre. – Naprawdę?
Kiwnęłam twierdząco głową i usiadłam na łóżku.
- A o której jest ta impreza?
- O 16:00 – odpowiedział, po czym zaczął pośpiesznie wstawać. – A ja jeszcze muszę odebrać garnitur z pralni i pojechać na tę salę, sprawdzić czy wszystko jest w porządku!
- To przebierz się i od razu jedź.
- No ale głupio mi tak Ciebie zostawiać.
- Daj spokój. – machnęłam ręką. – Przecież rozumiem.
Bramkarz wziął świeże ciuchy i ruszył do łazienki. Wzięłam z niego przykład i także poszłam się odświeżyć, oczywiście do drugiego z takich pomieszczeń. Po kilkunastu minutach pożegnałam się z Hiszpanem i udałam się do kuchni. Zjadłam lekkie śniadanie i usiadłam przed telewizorem. Przez jakiś czas oglądałam komedię romantyczną, a o 14:00 zaczęłam się szykować. Cieszyłam się, że Iker uprzedził mnie bym założyła coś eleganckiego, gdyż miano „impreza” ponoć nie miało dużo wspólnego z rzeczywistością. W końcu miały być tam same szychy hiszpańskiego futbolu oraz wszyscy przedstawiciele Realu Madryt. No i oczywiście mnóstwo dziennikarzy i tym podobne. Założyłam więc otrzymaną od Ikera w prezencie, czarną sukienkę z wyraźnym dekoltem choć nie za głębokim. Do tego włożyłam złote kolczyki i bransoletkę. Ułożyłam włosy, po czym założyłam obcasy. Na koniec zrobiłam niezbyt mocny makijaż i byłam już gotowa.
- Już jestem. – usłyszałam, kiedy odkładałam kosmetyki.
- Idę! – odkrzyknęłam, po czym spojrzałam ostatni raz w lustro i wyszłam z sypialni Hiszpana.
Odwrócony do mnie tyłem, poprawiał marynarkę. Uniosłam jedną brew w górę, po czym odchrząknęłam cicho.
- No no – zaczęłam. – Czuję się zaszczycona, że taki przystojniak zaprosił mnie jako osobę towarzyszącą.
Podczas mojej wypowiedzi odkręcił się i zatrzymał swój wzrok na mnie. Dokładnie obejrzał chyba każdy centymetr mojego ciała, a kiedy spojrzał w oczy, uśmiechnęłam się do niego szczerze.
- Ty czujesz się zaszczycona? – zapytał, podchodząc do mnie i obejmując w pasie. – To co ja mam powiedzieć?
Zmierzył mnie jeszcze raz wzrokiem, a następnie pocałował długo i namiętnie.
- Wyglądasz bosko. – uśmiechnął się, a ja oczywiście szczerze mu podziękowałam.
Po kilkunastu minutach byliśmy już na miejscu. Przed wejściowymi drzwiami zaczęłam na poważnie się stresować. Chyba dopiero w tamtym momencie dotarło do mnie, że dziennikarze mogą zainteresować się moją osobą. Próbowałam pocieszyć się w myślach, że może jednak nie znajdą na to czasu, zajmując się szczytnym celem imprezy. Iker wyczuł moje zdenerwowanie i przed wejściem wziął moją dłoń, splatając nasze palce. Posłałam mu zdziwione spojrzenie, lecz on tylko puścił do mnie oczko i weszliśmy na salę. Rozejrzałam się powoli, widząc tłumy ludzi. Pomieszczenie było utrzymane w różnych odcieniach bieli oraz beżu i było przede wszystkim ogromne. Zauważyłam stoły ze słodkościami, napojami i przekąskami. Już na początku otrzymaliśmy kieliszki z szampanem.
- O, patrz kto do nas idzie. – szepnął Iker.
Podążyłam za nim wzrokiem i ujrzałam zmierzających w naszym kierunku zawodników Realu Madryt z partnerkami. Przywitali się ze mną wylewnie i przedstawili kobietom. Spędzając trochę czasu z nimi, rozluźniłam się nieco i poczułam się zdecydowanie pewniej. Następnie Iker przedstawił mnie kilku ważnym osobistościom. Większość z nich witała mnie z ciepłym uśmiechem na twarzy, ale zdarzali się też tacy, którzy nie kryli swego zaskoczenia.
- Nie bardzo wiem o co im chodzi. – mówił wtedy mój towarzysz. – Ale nie przejmuj się nimi, mają swoje dziwne naloty.
- Zapewne spodziewali się, że przyjdziesz z Sarą.
Nic nie odpowiedział tylko ścisnął delikatnie moją dłoń. Po jakimś czasie wszyscy zebraliśmy się przed sceną. Prezes Realu Madryt zabrał głos i opowiadał o tym, jak uzbierane fundusze pomogą biednym ludziom. Zebrało się nas tylu, że zrobiło się trochę ciasno. Iker puścił moją dłoń, po czym stanął za mną, obejmując mnie w pasie. Uśmiechnęłam się do niego, przekręcając głowę i położyłam swoje dłonie na jego. Wsłuchiwałam się w słowa prezesa, gdy nagle poczułam na sobie czyjś wzrok. Zerknęłam w prawą stronę i zauważyłam lodowate spojrzenie Sary Carbonero.


Iker

            Po przemowie prezesa Sergio dał mi znać, że trener chce z nami zamienić kilka słów. Skinąłem do niego głową, po czym musnąłem ustami policzek Polki.
- Poczekasz na mnie kilka minut? – zapytałem, spoglądając w jej oczy. – Muszę iść do trenera.
- Jasne. – uśmiechnęła się delikatnie. – Pójdę do dziewczyn.
- W porządku. Postaram się szybko to załatwić.
Przytuliłem Julie, po czym poszedłem do chłopaków i trenera. Rozmowa przeciągnęła się do kilkunastu minut. Później podążałem z kolegami w stronę ich partnerek. Jednak już z daleka zauważyłem, że nie ma tam Polki.
- Julie do Was nie przyszła? – zapytałem zmieszany, gdy podeszliśmy do nich.
- Nie. – odparły zgodnie nieco zdziwione.
Zmarszczyłem lekko brwi, po czym usłyszałem za sobą głos Iriny. Właśnie wróciła po rozmowie z jakąś koleżanką.
- Widziałam ją jak szła w naszym kierunku, ale Sara ją zaczepiła i wyszły na zewnątrz. – powiedziała. – Trochę to dziwne, no nie?
Spojrzałem na chłopaków, którzy mieli tak samo przerażone miny jak ja. Nie musieliśmy nic mówić… od razu popędziliśmy do wyjścia, przepraszając dziewczyny.
- Będzie dym, biorę żarcie. – usłyszałem głos Marcelo.
Inni zaśmiali się, lecz ja byłem za bardzo zdenerwowany. Gdy znaleźliśmy się na zewnątrz, usłyszeliśmy podniesione głosy. Od razu ruszyliśmy w stronę skąd dochodziły i po dłuższej chwili ukazały nam się poszukiwane dziewczyny. Stanęliśmy jak wryci w pewnej odległości.
- Myślisz, że Iker może zwrócić uwagę na kogoś takiego jak Ty?! – krzyczała Sara. – Jesteś po prostu jego zabawką!
- Och, zamknij się już! – odparła zdecydowanie Julie. – Wiesz co? To już nawet nie najważniejsze kim Iker się zainteresuje. Ważne, że to już nigdy nie będziesz Ty!
W tym momencie usłyszeliśmy głośne mlaskanie. Spojrzeliśmy zdziwieni na Marcelo i Moratę, którzy zajadali się jakimiś przekąskami.
- To lepsze niż kino. – powiedzieli w tym samym czasie, wpatrując się w dziewczyny.
Poczułem jak moja cierpliwość się kończy. Byłem wściekły na Hiszpankę za jej zachowanie.
- Dość tego. – rzekłem do chłopaków, po czym ruszyłem do Julie i Sary.


~ ~ ~ ~ ~ ~

CAMPEONES COPA DEL REY 2014!!
Siempre Hala Madrid!! :)