piątek, 4 kwietnia 2014

Rozdział 10



Iker

            To niesprawiedliwe, że kiedy człowiek zaczyna widzieć światełko w tunelu i ma nadzieję, że od tej chwili będzie już tylko lepiej, nagle wszystko znowu powraca na swoje miejsce. Znowu jest ciemność i człowiek ponownie zaczyna się gubić. Nie chodzi o to, że od tamtego zdarzenia byłem już zakochany po uszy w Julie. Nie byłem, ale jednak zaczynałem czuć do niej coś więcej niż przyjaźń. I tęskniłem za jej uśmiechem i siłą, którą miała w sobie. Dzień po sytuacji z Julie w roli głównej wielokrotnie próbowałem się do niej dodzwonić. Oczywiście bez rezultatów.
- Ode mnie też nie odbiera telefonu. – szepnął Cris do Sergio, nie chcąc bym to usłyszał, lecz ja dokładnie wychwyciłem każde słowo.
- Ciekawe co się z nią dzieje. – oparł Hiszpan.
- A może coś jej się stało?
- Nie sądzę. – wtrącił się do dyskusji chyba Marcelo. – Gdyby tak było, to jej przyjaciel dałby nam znać.
- Masz rację. To ja już nie wiem o co chodzi. No bo niby czemu nagle przestałaby się odzywać?
Spojrzeli na mnie, lecz ja udawałem, że nie słyszę ich rozmowy. Oczywiście nie powiedziałem im o tym, że odwiezienie Julie do domu prawdopodobnie skończyłoby się na tym, że wylądowalibyśmy w łóżku…
Przerzucałem kanały, szukając czegoś ciekawego w telewizji. Następnego dnia miała odbyć się operacja mojego wujka i szczerze mówiąc, liczyłem na obecność Polki. Chłopaki chyba tego się domyślali, skoro także próbowali się do niej dodzwonić.
- Iker, przynieść Ci coś do jedzenia? – zapytał już na głos Cris, kierując się w stronę kuchni.
- Nie, dzięki. Chyba pójdę już się położyć.
- W takim razie śpij dobrze.
- Wy też. – powiedziałem, po czym wstałem i ruszyłem do swojego pokoju.
Po długim prysznicu położyłem się w końcu do łóżka. Na początku utkwiłem wzrok w suficie, błagając w duchu, by operacja mojego wujka przebiegła pomyślnie. Po kilkunastu minutach sięgnąłem po telefon komórkowy i wybrałem numer Julie.
- Odbierz, proszę. – wyszeptałem, słysząc naprawdę denerwujące sygnały połączenia.
Niestety nie doczekałem się rozmowy, więc ze zrezygnowaniem popatrzyłem na wyświetlacz telefonu. W pewnym momencie w głowie pojawił mi się pomysł… A może zadzwonić do Sary? Szybko jednak odsunąłem tę myśl, przypominając sobie naszą ostatnią rozmowę. Nie miałem siły na kłótnie, a na pewno tak by się to skończyło. Odłożyłem więc urządzenie na szafkę, położyłem się na bok i próbowałem zasnąć.
Obudziłem się, czując tępy ból w nadgarstku. Moja zoperowana po kontuzji dłoń była już w pełni sprawna, ale czasami dawała o sobie znać. Zazwyczaj wtedy, gdy zmieniała się pogoda. Przeniosłem swój wzrok na okno i zmarszczyłem brwi. Szarobłękitne niebo nie wróżyło upalnego dnia, charakterystycznego dla tej wyspy. Wstałem powoli i sięgnąłem po koszulkę i spodnie, w między czasie zauważając, że jest 7:00 rano. Kiedy byłem już gotowy, zszedłem na dół i wraz z przyjaciółmi zjadłem śniadanie.
- Pojedziemy z Tobą do szpitala, a jak operacja się skończy, wrócimy i zaczniemy pakować swoje rzeczy. – odezwał się do mnie Pepe. – Jutro rano lecimy do Madrytu.
- Niestety, skończyło się już to błogie lenistwo. – westchnął Angel.
- Ja zostanę jeszcze kilka dni z wujkiem i dołączę do Was na treningi. – rzekłem.
- To zgodnie z umową Irina jutro przywiezie Cristiano i wrócimy do Madrytu z Tobą. Mały trochę pozwiedza wyspę, jeszcze tu nie był. – wtrącił Ronaldo, na co odpowiedziałem mu skinieniem głowy.
- Chyba na przyjęciu charytatywnym już będziesz, no nie? – zapytał Sergio, patrząc na mnie. – Co ja zresztą gadam, musisz być!
- Będę. – uśmiechnąłem się lekko.
- A zabierasz kogoś ze sobą, czy idziesz sam? – odezwał się Jesé.
Popatrzyłem na niego nieco zbity z tropu, po czym odezwałem się.
- Sam. A z kim miałbym iść?
- No wiesz, na przykład z Julie. – odparł młody Hiszpan niepewnie.
- Wątpię, czy chciałaby ze mną iść. – odparłem ponuro, a zauważając zdziwione spojrzenia towarzyszy, wstałem szybko. – To co? Jedziemy już?
Po kilkunastu minutach przekroczyliśmy wejście na oddział, na którym leżał mój wujek. Od razu udałem się do gabinetu lekarskiego, gdzie uzyskałem wszystkie informacje dotyczące operacji. Następnie poszedłem do sali numer 7. Dookoła szpitalnego łóżka stali zawodnicy Realu Madryt, mówiąc starszemu mężczyźnie słowa otuchy. Gdy mnie zobaczyli, uśmiechnęli się lekko i wyszli z pomieszczenia. Usiadłem na krzesełku, które znajdowało się obok łóżka.
- Jak się czujesz? – uśmiechnąłem się do wujka, spoglądając na jego zmęczone oblicze.
- W porządku. – odparł powoli. – Ale czy ta operacja jest już tak bardzo potrzebna?
- Wujku, przecież już Ci tłumaczyłem…
- Tak, wiem. – machnął ręką. – Miałem jednak nadzieję, że lekarze zmienili zdanie. – zaśmiał się cicho.
- Zanim się obejrzysz, już będziesz znowu w pełni sił. A my będziemy czekać, gdy będą Cię operować.
- Masz dobrych przyjaciół, Iker. Pamiętaj o tym. – uśmiechnął się do mnie, a ja ścisnąłem jego dłoń. – A co z tą kobietą?
- Jaką?
- Oj nie udawaj, że nie wiesz. Starego wujka nie wkręcisz. – zaśmiał się, spoglądając na mnie.
- Nic takiego, to po prostu przyjaźń.
- W każdym bądź razie cieszę się, że przejrzałeś na oczy i darowałeś sobie tę dziennikarkę. Oczywiście nie chcę się wtrącać, ale nie przepadam za nią.
Zaśmiałem się w odpowiedzi. Ostatnio zauważyłem, że większość osób z mojego otoczenia nie lubi Sary. Czyżbym był aż tak w nią zapatrzony, że nawet tego nie zauważyłem? A może specjalnie nie dawali mi tego do zrozumienia, nie chcąc się wtrącać? Do sali weszła pielęgniarka i zaczęła przygotowywać mojego wujka do operacji. Po około dwudziestu minutach starszy Hiszpan zasnął pod wpływem leków. Dwie, młode pielęgniarki przyszły, by zabrać go na salę operacyjną. Ja sam odprowadziłem go na tyle, ile było to możliwe. Patrząc jak zamykają się przede mną drzwi bloku, poczułem ściśnięcie w żołądku. Oby wszystko było dobrze, błagam – powtarzałem te słowa w myślach jak mantrę. Po dłuższej chwili poszedłem do chłopaków i usiadłem obok nich. Siedzieliśmy w milczeniu, słowa nie były nawet potrzebne. Miałem wrażenie, że przejmują się tą sytuacją prawie tak samo jak ja, gdyż każdy z nich błądził gdzieś myślami, patrząc w jeden, wybrany punkt. Czułem, że nie mogłem usiedzieć w miejscu, musiałem coś zrobić, żeby choć na chwilę się uspokoić.
- Idę po kawę, ktoś jeszcze chce? – odezwałem się, przerywając ciszę.
Kilkoro z nich przytaknęło, uśmiechając się do mnie lekko. A raczej próbując to zrobić…
- To ja pójdę z Tobą, w końcu trzeba to jakoś przynieść. – zaoferował się Jesé.
- Ja też pomogę. – dodał Nacho.
Zeszliśmy więc na parter i podeszliśmy do automatu z kawami. Chłopaki zaczęli wybierać rodzaje napoi, a ja oddaliłem się nieco, by zadzwonić do rodziców. Porozmawiałem z nimi chwilę, po czym wróciłem do towarzyszy, kupiliśmy gorące kawy i ruszyliśmy na pierwsze piętro. Gdy już podaliśmy wszystkim ich napoje, usiadłem i upiłem łyk kawy. Uwielbiałem ten smak. Nagle przypomniała mi się noc, którą razem z Julie spędziliśmy w szpitalu. Uśmiechnąłem się mimowolnie, po czym uniosłem nieco głowę. Spojrzałem w lewą stronę i ujrzałem siedzącą nieopodal osobę.


Julie

            Praca, alkohol, imprezy i jeszcze raz alkohol. Taki plan realizowałam od sytuacji z Ikerem. W ciągu dnia wykonywałam swoje obowiązki w stajni i na padoku, a wieczorami wybierałam się do klubów, zazwyczaj kilku w ciągu jednej nocy. Jakim sposobem pracowałam po kilkugodzinnym imprezowaniu? Po prostu się do tego zmuszałam. Zapewne każdego ranka wyglądałam jak siedem nieszczęść, ale żaden z moich kolegów nie skomentował tego. Nie pytali nawet o to, a ja się z tego powodu cieszyłam. A dlaczego zdecydowałam się wprowadzić taki plan w życie? Po prostu próbowałam ułożyć jakoś sobie to wszystko w głowie. Gdyby ktoś przed wyjazdem z Londynu powiedziałby mi, że tak potoczy się mój pobyt na hiszpańskiej wyspie, wyśmiałabym go. I może te zdarzenia nie byłyby aż tak absurdalne, gdyby facet, który raczej się mną zainteresował, nie był znanym piłkarzem. No właśnie, raczej zainteresował… Bo pewności co do tego nie miałam. Co więcej, zaczynałam traktować go jak kogoś więcej niż przyjaciela i chciałam odciąć się na jakiś czas od niego, by przemyśleć kilka spraw. Z tym problemem na pewno zwróciłabym się do Michael’a, ale przecież z nim też miałam problem, na dodatek jeszcze nierozwiązany. A po trzecie i najważniejsze, chciałam w końcu się wyluzować, bo przez te kłopoty byłam cały czas spięta.
- Dzisiaj chcę spróbować tego nowego drinka. – zwróciłam się do barmana, uśmiechając się szeroko.
- Już się robi. – odpowiedział, puszczając w moją stronę oczko.
W sumie polubiłam go bardzo. Mieliśmy nieco inne zainteresowania, ale miał poczucie humoru i był miły. Od początku dobrze się nam rozmawiało. I to on zazwyczaj w odpowiednim momencie dawał mi do zrozumienia, że powinnam wracać już do domu.
- Ten koleś dosłownie cały czas się na Ciebie patrzy. – zaśmiał się, podając mi zamówiony trunek i wskazując dyskretnie na stojącego niedaleko mężczyznę.
Odwróciłam powoli głowę, udając że się rozglądam, po czym upiłam spory łyk drinka.
- Nie ma szans, nie zmieniam postanowienia. – zaśmiałam się, spoglądając na barmana. – A to jest bardzo dobre. – oznajmiłam, pokazując na trzymaną w dłoni szklankę.
- Do usług. – skłonił się z rozbawieniem, po czym zaczął obsługiwać inne osoby.
Kiedy skończyłam mój trunek, odstawiłam szklankę, a następnie ruszyłam na parkiet. Jednak wybrałam miejsce z dala od mężczyzny, który tak mi się przyglądał. Już podczas pierwszej imprezy postanowiłam, że będę bawić się sama. Na początku oczywiście zatańczyłam kilka razy z innymi, lecz gdy zauważyłam, że każdemu z nich chodzi o coś więcej niż jeden taniec, zaczęłam być bardziej ostrożna. Miałam już dość skomplikowane sytuacje z dwoma facetami, więcej nie było mi trzeba. Od tamtej pory musiałam mieć pewność, że chodzi tylko o taniec, by iść z kimś na parkiet.
Po kilkugodzinnej zabawie, postanowiłam zaczerpnąć świeżego powietrza. W klubie było tak wiele osób, że robiło się coraz goręcej. Sięgnęłam więc po torebkę, na którą zawsze miał oko mój nowy kolega i ruszyłam na zewnątrz. Kiedy usiadłam na ławkę i odetchnęłam z ulgą, usłyszałam dźwięk dzwoniącego telefonu. Odurzona alkoholem nieco dłużej szukałam urządzenia. Gdy w końcu miałam już komórkę w ręku, zerknęłam na wyświetlacz.
- Oo, Iker. Nie mogłeś wybrać innej pory na pogawędkę? – powiedziałam na głos, patrząc cały czas na telefon.
Po chwili wrzuciłam go z powrotem do torebki i złapałam się za głowę. Czułam, że jeśli zostanę tu jeszcze jakiś czas, odpłynę całkowicie. Poza tym mój humor pogorszył się już w momencie, gdy zobaczyłam kto do mnie dzwonił. Wstałam więc, złapałam torebkę i wróciłam na chwilę do klubu. Pożegnałam się z barmanem i zamówiłam taksówkę.

Po kilkudziesięciu minutach byłam już w domu. Weszłam po cichu do środka, po czym powoli wchodziłam na górę, trzymając się poręczy schodów. Gdy już pokonałam ostatni stopień, zauważyłam obserwującego mnie Michael’a. Stał oparty o ścianę i przyglądał się mi z nie za wesołą miną.
- Gdzie byłaś?
- W klubie. – odpowiedziałam, a następnie zaczęłam kierować się w stronę swojego pokoju.
- I wracasz w takim stanie?!
- A co Cię to w ogóle obchodzi?! – zapytałam ze złością. – Czy źle wykonuję obowiązki w pracy?
- No nie. – odparł chłodno. – Ale…
- Nie ma żadnego „ale”! Skoro nie masz do mnie żadnych zastrzeżeń odnośnie pracy, to nie mamy o czym rozmawiać.
Nie czekając na odpowiedź, weszłam szybko do pokoju i zamknęłam za sobą drzwi. Nie chciałam by ta rozmowa tak wyglądała, ale pod wpływem alkoholu nie zważałam na swoje słowa. Rzuciłam torebkę na krzesło, po czym nie przebierając się nawet, położyłam się na łóżko i już po kilku minutach usnęłam.
Następnego dnia obudziłam się z potwornym bólem głowy. Sięgnęłam do szafki po tabletkę przeciwbólową i w tym momencie coś sobie uświadomiłam… Dzisiaj operacja Ikera wujka! Zerwałam się z łóżka, połknęłam pigułkę i przebrałam się szybko w świeże ciuchy. Gdy związałam włosy w koński ogon, zerknęłam na zegarek. Była 10:00.
- Cholera jasna! – rzuciłam ze złością, po czym zabrałam torebkę i dosłownie pobiegłam do stajni.
- Chłopaki, mam do Was ogromną prośbę! – powiedziałam, podchodząc do znajomych.
- Coś się stało?
Wyjaśniłam im szybko w wielkim skrócie całą sytuację.
- No i chciałam Was poprosić, czy mogłabym mieć dzisiaj wolne? – dokończyłam. – A jutro oczywiście wezmę podwójną zmianę i będziecie mogli wcześniej skończyć.
- Julie, no jasne! Weź dwa dni wolnego.
- Dwa? Nie, chcę tylko dziś. Nie mogłabym nawet dwóch, bo Michael…
- Po pierwsze, szef się nie dowie, bo wyjechał na trzy lub cztery dni w interesach. – przerwał mi jeden z nich. – A po drugie, teraz nie ma aż tak dużo pracy, więc damy sobie radę. A Tobie odpoczynek się przyda. Przecież widzimy się codziennie. Zauważyliśmy, że coś jest nie tak.
- Dzięki, jesteście wielcy. – odpowiedziałam z uśmiechem, po czym przytuliłam każdego z nich i ruszyłam do wyjścia.
Kiedy byłam już w szpitalu, od razu skierowałam się na oddział, na którym leżał Hiszpan. Odetchnęłam głośno, uspokajając się i weszłam powoli do sali numer 7. Rozejrzałam się, lecz nikogo tam nie było. No tak, pewnie już go operują – pomyślałam, po czym udałam się na pierwsze piętro, gdzie znajdował się blok operacyjny. Moje przypuszczenia okazały się słuszne, gdyż od razu zauważyłam siedzących na korytarzu chłopaków. Nie bardzo wiedziałam jak się zachować, czy powinnam się przywitać czy nie… W końcu nie odbierałam od żadnego z nich telefonu. Usiadłam więc bez słowa w pewnej odległości. Czułam na sobie ich spojrzenia, jednak próbowałam nie zwracać na to uwagi. Zaczęłam czytać ogłoszenia i informacje, znajdujące się na tablicy. W pewnym momencie skierowałam swój wzrok w lewą stronę i natrafiłam na spojrzenie Ikera. Poczułam przyjemne ciepło w okolicach brzucha. Patrzyłam w jego brązowe oczy, jednak w końcu odwróciłam głowę. Muszę się uspokoić, muszę…
- Cześć. – powiedział szeptem Cris, siadając obok mnie.
- Hej. – odpowiedziałam, kierując wzrok na podłogę.
- Dzięki, że przyszłaś. To znaczy Iker też na pewno Ci podziękuje jak trochę ochłonie.
- Nie trzeba. – rzekłam. – Przyszłam, bo też się martwię. Słuchaj, przepraszam, że nie odbierałam telefonów…
- Rozumiem. Masz przecież swoje życie i swoje sprawy.
- Ale nie odbierajcie tego tak, że nie chcę utrzymywać z Wami kontaktu czy coś. Po prostu mam ostatnio pewne kłopoty.
- Nie odbieramy tego tak, naprawdę. – uśmiechnął się do mnie szczerze. – A możemy Ci jakoś pomóc? – dodał po chwili.
- Dzięki, ale nie. Muszę sama sobie z tym poradzić.
Kiwnął ze zrozumieniem głową, po czym zamilkliśmy. Siedzieliśmy tak przez długi czas, niektórzy czasami wstawali, by rozprostować nogi. Czasami spoglądałam na Ikera, który siedział cały czas patrząc na drzwi bloku operacyjnego. Co jakiś czas przyłapywałam go na tym jak mnie obserwował. W pewnym momencie uśmiechnęłam się do niego lekko, lecz szybko tego pożałowałam. A co jeśli narobię mu nadziei? A sobie niby nie robię? Skarciłam się w myślach, lecz ucieszyłam się, gdy Hiszpan także się do mnie uśmiechnął.

Po kilku godzinach w drzwiach bloku operacyjnego pojawił się lekarz. Iker od razu wstał i zaczął go pytać o przebieg zabiegu. Uznałam to za dobry moment, by wyjść. Pożegnałam się z chłopakami i ruszyłam do schodów. Po chwili byłam już na zewnątrz i podążałam przed siebie. W sumie nie czułam wyrzutów sumienia, że zostawiłam już chłopaków. Choć w jakimś sensie byłam przy Ikerze w tym trudnym czasie. Teraz bramkarz na pewno będzie chciał w spokoju posiedzieć przy wujku.
Reszta dnia minęła mi w błyskawicznym tempie. W końcu posprzątałam swój pokój, uprałam ciuchy i zadzwoniłam do rodziców. Wieczorem ubrałam swoją granatową sukienkę, włożyłam kolczyki, zrobiłam makijaż i upięłam włosy. Wzięłam torebkę i poszłam pieszo do klubu. Tym razem nie chodziło mi o upicie się i zabawę. Chciałam po prostu zobaczyć się z Mateo – barmanem, o którym wcześniej mówiłam.
- Hej mała. – uśmiechnął się szeroko, gdy tylko mnie zobaczył.
- No cześć. – odwzajemniłam się tym samym, siadając przy barze.
- Co tam słychać? Wyglądasz na bardziej wypoczętą niż zwykle.
- Miałam dziś wolne w pracy, więc mam więcej sił. – zaśmiałam się.
Rozmawialiśmy, gdy nie było akurat klientów. Tak wyszło, że jednak wypiłam kilka drinków, ale nie czułam się jakoś mocno pijana. Śmiałam się z żartów Mateo, słuchałam uważnie kiedy o czymś opowiadał. W pewnym momencie usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek, więc ruszyłam na parkiet. Tańczyłam w rytm szybkiej melodii, wygłupiając się przy tym. Mateo śmiał się głośno, spoglądając co jakiś czas na mnie. W pewnej chwili poczułam się słabo. Poczułam jak moje kolana się uginają, a głowa robi się ciężka. Wszystko wokół mnie zaczęło wirować, więc zamknęłam oczy. Nagle poczułam jak ktoś pewnie kładzie dłonie na mojej talii, powstrzymując tym samym przed upadkiem…


~ ~ ~ ~ ~ ~

Szczerze mówiąc, średnio podoba mi się ten rozdział. Mam nadzieję, że jakoś udało Wam się przez niego przebrnąć. Pozdrawiam i do następnego!

+ kilka zdjęć Ikera z ostatniego meczu z BVB ;)




piątek, 28 marca 2014

Rozdział 9



Julie

            W ułamku sekundy Iker zerwał się z krzesła i ruszył szybkim krokiem w stronę gabinetu zabiegowego. Na szczęście w ostatniej chwili powstrzymał go Sergio, torując mu drogę.
- Iker, uspokój się. Wszystko będzie dobrze, zobaczysz!
- Jak mam się uspokoić?! – krzyknął Hiszpan głosem przepełnionym żalem. – On musi żyć! – dodał, cały czas patrząc na drzwi gabinetu.
- I będzie! Spójrz na mnie!
Gdy bramkarz niechętnie przeniósł swój wzrok na przyjaciela, ten wypowiedział każde słowo powoli i dokładnie, patrząc w jego oczy.
- Twój wujek przeżyje i wyjdzie z tego. – odczekał chwilę, po czym uniósł jedną brew w górę. – Rozumiesz?
W tym momencie Hiszpanowi chyba puściły wszystkie emocje, ponieważ jego ramiona zaczęły lekko drżeć. Ramos oczywiście szybko przytulił swego przyjaciela, a i reszta drużyny od razu zbliżyła się do niego, szepcząc mu jakieś słowa otuchy. Ja sama przyglądałam się temu, zakrywając dłonią usta i powstrzymując łzy, które w końcu i tak spłynęły po moich policzkach.

Na szczęście po kilku minutach dowiedzieliśmy się, że ostatecznie udało się uratować starszego mężczyznę. Iker został wezwany do gabinetu lekarskiego, a my w tym czasie mogliśmy porozmawiać.
- Słuchajcie, musimy jakoś to wszystko ogarnąć. – zaczął Xabi. – Jest nas tu za dużo, będziemy tylko przeszkadzać ludziom w pracy.
- To może ustalimy takie dyżury? – odezwał się Morata. – Moglibyśmy zmieniać się co kilka godzin, więc cały czas ktoś by był przy Ikerze.
- Dobry pomysł. – przytaknęliśmy wszyscy.
- Ej, chyba powinniśmy też poinformować pracowników o tym, co się stało. – wtrącił się Luka Modrić.
- I rodzinę. – dodał Cristiano. – Myślę, że Iker byłby wdzięczny, gdybyśmy wyręczyli go i zadzwonili do rodziców i brata. A sam pewnie odezwie się do nich jak trochę ochłonie.
- No dobra, to robimy tak. – zaczął Alonso, patrząc na wszystkich po kolei uważnie. – Cris, Pepe i Fabio powiadamiają rodzinę, ja z Sergio, Alvaro i Angelem pójdziemy do pracowników.
- A kto zostanie teraz z Ikerem? – zapytał Marcelo.
Pomyślałam przez chwilę, po czym odezwałam się jako pierwsza.
- Ja mogę.
Wszyscy skierowali swoje spojrzenia na mnie. Przyznam, że czułam się trochę dziwnie i nie wiedząc sama dlaczego, zaczęłam się tłumaczyć.
- Mam dzisiaj wolne, więc mogę z nim posiedzieć. Od jutra znowu muszę pracować to nie bardzo będę mogła o każdej porze być dostępna.
- Okej, w takim razie reszta niech przyszykuje na jutro jakieś ciuchy dla Ikera i najpotrzebniejsze rzeczy dla wujka. – rzekł Xabi. – Jak znam życie to Santo się dzisiaj stąd nie ruszy.
W tym momencie z gabinetu lekarskiego wyszedł Hiszpan, więc szybko skończyliśmy naszą rozmowę. Patrzyliśmy na niego, gdy jeszcze zamieniał ostatnie zdania z lekarzem. Po chwili podszedł do nas powolnym krokiem.
- Wiadomo już coś? – zapytał go Gareth.
- Nie domyka mu się zastawka w sercu, potrzebna jest operacja. – odpowiedział, patrząc na nas. – Powinien zgłosić się wcześniej, to już jakiś czas trwa…
- A to kiedy będą go operować?
- Za dwa dni. Najpierw muszą porobić mu badania.
Wszyscy przytaknęliśmy i spojrzeliśmy ze współczuciem na Ikera. Uśmiechnął się do nas delikatnie, po czym ponownie się odezwał.
- Wracajcie już do willi, ja tu dziś z nim zostanę.
Podziękował jeszcze chłopakom i mi za wszystko, a następnie wszedł do sali, w której znajdował się jego wujek. Ja także pożegnałam się z drużyną i już miałam dołączyć do Hiszpana, gdy zatrzymał mnie Cristiano.
- Jesteś pewna, że możesz z nim zostać całą noc? – zapytał. – Bo jest już około 19:00, a Ty jutro rano masz pracę. Może Cię zmienić?
- Dam radę. Wy jeszcze dziś załatwcie te sprawy, o których mówiliśmy, a jutro się zmienimy.
Uśmiechnęłam się do niego, po czym pożegnaliśmy się jeszcze raz. Ruszyłam w stronę sali numer 7 i już po chwili weszłam do środka, powoli zamykając za sobą drzwi. Na ten dźwięk Hiszpan odwrócił się nieco zdziwiony w moją stronę.
- Julie? Coś się stało?
- Nie, nie. Wszystko w porządku. – zapewniłam szeptem. – Pomyślałam, że pobędę z Tobą tak dla towarzystwa. No chyba że nie chcesz, zrozumiem.
Przez krótki moment patrzył w moje oczy ze smutkiem, a następnie skinął delikatnie głową i powiedział szeptem.
- Chcę. Zostań.
Podążyłam za nim wzrokiem i ujrzałam starszego Hiszpana, śpiącego na szpitalnym łóżku. Był podłączony do trzech kroplówek oraz urządzenia, które monitorowało pracę jego serca. Rozejrzałam się po jasnej, jednoosobowej sali, zauważając białą sofę, która stała po prawej stronie pomieszczenia. Obok znajdował się także stolik, a na nim leżały gazety. Takich luksusów u nas w szpitalach nie ma – pomyślałam, po czym skierowałam się w stronę sofy. Usiadłam powoli i spojrzałam na Ikera. Wiedząc, że nie ma teraz ochoty na rozmowę, sięgnęłam po jedno z czasopism i zaczęłam je przeglądać.


Iker

            Siedziałem przy szpitalnym łóżku od godziny, cały czas patrząc na wujka. Wiedziałem, że jest silny i na pewno da sobie ze wszystkim radę, jednak nadal odczuwałem strach. A co by było gdybym go stracił? Zawsze traktował mnie prawie jak własnego syna… Biłem się z tymi myślami, coraz bardziej odczuwając zmęczenie. W końcu obejrzałem się za siebie i ujrzałem Julie. Uśmiechnęła się do mnie. Próbowałem odpowiedzieć jej tym samym, ale chyba marnie mi to wyszło.
- Może przynieść Ci coś do jedzenia lub picia? – spytała szeptem.
- Nie, dziękuję.
Spojrzałem jeszcze raz na wujka i upewniając się, że śpi, wstałem i skierowałem się w stronę towarzyszki. Usiadłem obok niej na sofie, po czym westchnąłem cicho.
- Cały czas śpi. – powiedziałem po chwili, patrząc na wujka.
- Na pewno dostał silne leki. Jutro z nim porozmawiasz.
- Dopiero 20:30, a ja już jestem padnięty. – oznajmiłem kilka minut później, zerkając na ścienny zegar.
- Wiesz co, to ja może usiądę na krzesło, a Ty się połóż i trochę pośpij. – rzekła, po czym chciała wstać, ale złapałem ją za dłoń.
Spojrzała na mnie ze zdziwieniem, lecz nie cofnęła ręki. Ścisnąłem ją lekko i powiedziałem, patrząc w jej oczy.
- Zostań tutaj.
Wahała się przez krótką chwilę, lecz ostatecznie z powrotem oparła się o kanapę. Już drugi raz tego dnia powiedziałem, by została przy mnie. Zmarszczyłem lekko brwi, zastanawiając się nad tym.
- Gdybym wcześniej z nim porozmawiał, to nie doszłoby do tego. – wypowiedziałem te słowa cicho, próbując pozbyć się choć odrobiny ciężaru, który ciążył na mnie.
- No co Ty, Iker! To nie jest Twoja wina, przecież nie mogłeś tego przewidzieć.
Poczułem jak tym razem to ona ściska moją dłoń. Spojrzałem w jej oczy i zobaczyłem pewność. Przynajmniej ona wierzyła, że w niczym nie zawiniłem…
Po kilku minutach zmęczenie dawało o sobie coraz bardziej znać. Powieki zrobiły się ciężkie i same zaczęły mi się zamykać. Zerknąłem na Julie, która sprawdzała jakąś wiadomość na telefonie, po czym bez zastanowienia położyłem się na sofie, kładąc głowę na jej kolanach. Napięła delikatnie mięśnie zapewne zaskoczona moim zachowaniem, lecz już po chwili je rozluźniła. Może przeszkadzało jej to? O tym oczywiście nie pomyślałem… Już chciałem podnieść swą głowę, gdy nagle poczułem jak Polka okrywa mnie ciepłym kocem. Uznałem to za akceptację. Nie mając dłużej sił, zamknąłem oczy i po kilku sekundach odpłynąłem w sen.

Nagle poczułem silny ból głowy. Skrzywiłem się i rozejrzałem nie bardzo wiedząc, gdzie jestem. Zauważając leżącą na łóżku osobę, przypomniały mi się wydarzenia wczorajszego dnia. Przetarłem dłońmi oczy, po czym uświadomiłem sobie, że leżę na sofie zupełnie sam.
- Julie? – uniosłem głowę, rozglądając się po pomieszczeniu i zdejmując z siebie koc.
- Pańska narzeczona wyszła na chwilę, zaraz na pewno wróci. – odpowiedziała mi starsza pielęgniarka, która zmieniała kroplówki.
- Dziękuję bardzo.
Usiadłem powoli, po czym przeciągnąłem się, rozprostowując kości. Chwila, chwila… Narzeczona?
Gdy już doszedłem do siebie, zaśmiałem się, składając koc.
- Z czego się śmiejesz? – usłyszałem jej głos, po czym ujrzałem przed sobą kubek z kawą. – Pomyślałam, że postawi Cię na nogi. – dodała z uśmiechem.
- Wielkie dzięki. – powiedziałem z wdzięcznością, biorąc od niej ciepły napój.
- A więc co Cię tak rozbawiło? – usiadła obok i spojrzała na mnie.
- Przed chwilą zostałaś nazwana moją narzeczoną.
- Co takiego?!
Zaśmiałem się, a następnie upiłem łyk kawy.
- No naprawdę. Pielęgniarka stwierdziła, że moja narzeczona na chwilę wyszła.
- Pięknie. – pokręciła głową, śmiejąc się.
Dostrzegłem na jej twarzy delikatne rumieńce, lecz nie skomentowałem tego. Uśmiechnąłem się do niej szczerze, pierwszy raz od tych strasznych wydarzeń.
- Witam państwa. – do sali wszedł lekarz i skierował się w stronę łóżka.
- Dzień dobry. – odpowiedzieliśmy zgodnie z Julie, po czym wstałem i podszedłem do niego.
- Kiedy będę mógł z nim porozmawiać?
- Za trzy godziny będziemy wybudzać Pana Casillasa, wtedy można z nim zamienić kilka słów. – odpowiedział, spoglądając na mnie. – Później zrobimy najpotrzebniejsze badania.
- Dziękuję bardzo. – rzekłem, po czym lekarz wyszedł z pomieszczenia.
Spojrzałem na wujka, a następnie powoli przeniosłem swój wzrok na Julie. Uśmiechnęła się do mnie, a w jej oczach widziałem współczucie. Właśnie miałem się odezwać, gdy nagle do sali weszli Xabi, Cris, Marcelo, Sergio i Alvaro.
- Jak tam? Jak po nocy? – zapytał od razu Morata.
- W porządku. – odpowiedziałem, po czym przywitałem się z każdym i przekazałem to, o czym mówił mi lekarz.
- Przywieźliśmy kilka rzeczy dla Twojego wujka. – odezwał się Xabi, pokazując reklamówkę, którą trzymał w reku. – Piżama, przybory do mycia i tak dalej.
- I powiadomiliśmy Twoich rodziców i brata. – rzekł tym razem Ronaldo. – Prosili, żebyś się z nimi skontaktował.
- Personel też już wszystko wie. – wtrącił Sergio.
- Wielkie dzięki chłopaki. – powiedziałem, spoglądając na każdego po kolei. – Nie wiem, co bym bez Was zrobił.
- Zginąłbyś marnie. – odparł Cris, po czym wszyscy zaśmialiśmy się, a następnie uściskałem każdego z osobna.
Ustaliliśmy, że wrócę do domu, by wziąć prysznic i przebrać się w świeże ciuchy. Przy okazji miałem także odwieźć Julie. Żeby było szybciej, Sergio zaproponował, byśmy pojechali jego autem. Tak więc chłopaki zostali w szpitalu, a ja wraz z Polką po kilku minutach byliśmy już w samochodzie Hiszpana. Wjechałem na główną drogę i ruszyłem przed siebie. Kątem oka zerknąłem na towarzyszkę, która wyglądała przez okno.
- Mogę Cię o coś zapytać? – przerwałem w końcu ciszę.
- Jasne.
- Jesteś z Michael’em?
Nie wiedziałem dlaczego o to zapytałem. Po prostu czułem, że muszę to wiedzieć.
- Nie rozumiem… - odpowiedziała powoli. – Skąd ten pomysł?
- Widziałem jak się całujecie. – powiedziałem, po czym szybko dodałem: - To znaczy to nie było celowe, przyjechałem po Ciebie, żebyś wyszła z nami i wtedy Was zobaczyłem.
- Rozumiem. – westchnęła głośno. – Nie, nie jestem z nim.
- Ale to co widziałem…
- To było nieporozumienie. Nic do niego nie czuję, poza przyjaźnią oczywiście – wtrąciła, przenosząc swój wzrok na mnie.
Przytaknąłem głową na znak zrozumienia. Poczułem ulgę… Ale dlaczego? Czy naprawdę obawiałem się usłyszeć coś innego? Resztę drogi spędziliśmy w ciszy. Po kilkunastu minutach zatrzymałem samochód i odpiąłem pas.
- Iker, dlaczego jesteśmy u Ciebie?
Spojrzałem na nią zdziwiony, po czym popatrzyłem przez przednią szybę. Rzeczywiście, byliśmy na posesji wujka.
- Nie wiem. – odpowiedziałem zgodnie z prawdą.


Julie

            Patrzyłam w osłupieniu jak Iker wychodzi z samochodu. O co w tym wszystkim chodzi? Odpięłam pas, po czym także wysiadłam z auta.
- Co się dzieje? – zapytałam, spoglądając w jego brązowe oczy.
Nic nie odpowiedział, tylko podszedł do mnie szybkim krokiem, ujął w dłonie moją twarz i zaczął mnie całować. Moja reakcja była zupełnie inna niż w sytuacji z Michael’em. Poddałam się całkowicie pocałunkowi Hiszpana. Ba, nawet kiedy chciał go skończyć to ja zaczęłam go pogłębiać. Chyba nie miał nic przeciwko, bo przeniósł swoje dłonie na moje biodra, przysuwając mnie do siebie. Natomiast ja swoją wplotłam w jego włosy i delikatnie za nie pociągnęłam, oczywiście nie przerywając pocałunków. Drugą dłoń oparłam o jego tors. Oderwaliśmy się w końcu od siebie, a następnie utrzymywaliśmy przez kilkanaście sekund kontakt wzrokowy, oddychając nieco szybciej. Chciałam powiedzieć, że powinnam już iść, ale bramkarz jakby czytając w moich myślach, zaczął mnie całować na nowo. Czułam jak ciągnie mnie powoli w stronę domu. Czułam jak jego język pieścił moje podniebienie, a dłonie wsuwały się powoli pod moja bluzkę. Czułam także, że ja zaczęłam odpowiadać mu tym samym, czując przyjemny ucisk poniżej brzucha, przyspieszone bicie serca i rosnące pożądanie. I wiedziałam, że o jakiejkolwiek kontroli nie ma już mowy.
Gdy zaczęliśmy kierować się w stronę schodów, nie przestając się całować, usłyszeliśmy jakieś głosy.
- Cześć, wróciliśmy z zakupów! – krzyknął Carvajal.
Oderwałam się szybko od Ikera, patrząc na niego z przerażeniem. Po chwili ujrzeliśmy kilkoro chłopaków obładowanych reklamówkami.
- O, tu jesteście. Jak Twój wujek? – odezwał się Benzema.
- To ja już pójdę, przepraszam. – powiedziałam, po czym nie czekając na ich reakcje i nie oglądając się na Ikera, wyszłam szybkim krokiem z willi.
Pobiegłam na najbliższy postój taksówek i wsiadłam do jednej z nich, podając adres Michael’a. Tego było za wiele. Najpierw mój przyjaciel, teraz Hiszpan… Choć przyznałam w duchu, że sytuacja z Ikerem była zupełnie inna. Oboje tego chcieliśmy. Ale może dobrze, że do niczego nie doszło? Może dla niego byłoby to tylko pocieszenie po Sarze, bądź chwilowe zapomnienie o problemach i nic więcej? No i przecież miałam się kontrolować!
- Kamińska, ale z Ciebie kretynka. – powiedziałam tak cicho, że nawet siedzący za kierownicą mężczyzna nie usłyszał moich słów.


~ ~ ~ ~ ~ ~

"Większość dzieciaków marzy o strzeleniu doskonałego gola. Ja zawsze marzyłem, żeby go zatrzymać." - Iker Casillas

"Nie może sobie żadna drużyna wypracować czystej sytuacji strzeleckiej, a jak już ją sobie wypracują, to albo blokują, albo źle trafiają, albo jest Iker Casillas." - Dariusz Szpakowski



czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 8



Julie

            Otworzyłam powoli oczy. Podniosłam nieco głowę, po czym zerknęłam na stojący na szafce zegarek. Była 5:00 rano… To naprawdę możliwe, że przespałam całe popołudnie i noc? Przetarłam powoli oczy, wyciągając się na łóżku. Zastanawiałam się jak to możliwe, że spałam tyle godzin i nic nie zdołało mnie obudzić. Doszłam do wniosku, że zapewne było to spowodowane nadmiarem wrażeń i emocji w ciągu ostatnich kilku dni. Kiedy tylko ta myśl przyszła mi do głowy, przed oczami stanął mi obraz wczorajszych wydarzeń. No tak, muszę porozmawiać z Michael’em. To, że wczoraj uciekłam od tego problemu nie oznaczało, że mogę nadal to robić… Westchnęłam, rozmyślając o tym co mnie czeka. Nie miałam ochoty nawet wstawać z łóżka, ale wiedziałam, że jeśli zaraz tego nie zrobię, to pozostanę w pokoju cały dzień. W końcu wstałam powoli i skierowałam się w stronę łazienki z nadzieją, że zimny prysznic jakoś mnie orzeźwi.

Gdy już ubrana i delikatnie pomalowana zeszłam na dół, zaczęłam rozglądać się za moim przyjacielem. Przynajmniej wydawało mi się, że nadal mogę tak o nim mówić i myśleć… Po kilkunastu minutach dałam jednak za wygraną. Nigdzie nie było śladu po Michael’u, udałam się więc do kuchni.
- Dzień dobry. – uśmiechnęłam się w stronę Pauli, po czym usiadłam przy kuchennym blacie.
- Oo, dzień dobry panienko. – odpowiedziała życzliwym tonem. – Co życzysz sobie na śniadanie?
- Dziękuję bardzo, jakoś nie jestem głodna.
- Coś się stało? – spytała, patrząc na mnie podejrzliwym wzrokiem.
- Nie, nie. – zapewniłam szybko. – Po prostu mam chyba gorszy dzień.
Uśmiechnęłam się lekko, po czym obserwowałam jak starsza kobieta zmywa naczynia. Po dłuższej chwili odezwałam się ponownie.
- A może mogę Ci w czymś pomóc?
- Nie, odpoczywaj sobie lepiej. Ja tu się wszystkim zajmę.
- W porządku, ale jak coś to będę w stajni. Gdybym była potrzebna to od razu wołaj.
- Dobrze. – odpowiedziała.
Wstałam, kierując się w stronę wyjścia, jednak w ostatniej chwili odwróciłam się do Pauli i zapytałam.
- A jest może Michael?
- Wydaje mi się, że powinien być w stajni.
- Dziękuję. – uśmiechnęłam się do niej, po czym wyszłam z domu.
Szłam wolnym krokiem w kierunku stajni. Jak powinnam zacząć rozmowę? Byłam pewna, że muszę mu powiedzieć o tym, iż to co zaszło wczoraj nigdy nie może się powtórzyć. Tylko jak to zrobić, żeby go nie zranić? W końcu to mój przyjaciel i nie chciałam by przeze mnie cierpiał. Chciałam też zapytać jak to się stało, że zaczął interesować się mną w inny sposób… Czyżbym przeoczyła jakieś sygnały? A może to nic nie znaczyło? Zwariuję od tego ciągłego myślenia – przeszło mi przez myśl, po czym weszłam do stajni.
- Hej. – zauważył mnie jeden z kolegów. – Co Ty tu robisz? Przecież masz dziś dzień wolny.
- Szukam Michael’a. Jest tu gdzieś?
- Nie. – pokręcił przecząco głową. – Z tego co wiem, miał jechać rozejrzeć się za jakimiś nowymi witaminami dla koni.
- Rozumiem. – odpowiedziałam, po czym przeniosłam wzrok na boksy. – To ja Ci pomogę. I tak nie mam nic innego do roboty.
- Nie ma mowy! Masz wolne, więc zmykaj gdzieś na miasto. Nie martw się, jutro jak przyjdziesz to będziesz miała dosyć, tyle pracy na Ciebie czeka. – zaśmiał się, po czym wziął się za sprzątanie boksów.
- Może masz rację. Przejdę się do centrum, pochodzę po sklepach. – wzruszyłam ramionami.
- Typowa kobieta.
Zaśmiałam się w odpowiedzi i wyszłam ze stajni. Wróciłam do domu by zabrać torebkę i okulary przeciwsłoneczne. Po kilkunastu minutach szłam już w wybranym kierunku. Jak każdego dnia była piękna, słoneczna pogoda. Rozmyślając nad zakupami, w końcu doszłam do centrum, gdzie pierwszym moim celem było oczywiście stoisko z lodami. Już po chwili zachwycałam się ich pysznym, czekoladowym smakiem. Gdy skończyłam jeść, ruszyłam do pobliskiego sklepu…
Tak minęło mi sporo czasu. Chodziłam od sklepu do sklepu, oglądając różne rzeczy. Po około dwóch godzinach zostałam posiadaczką kilku nowych, letnich ciuchów i ciekawych książek. Już miałam zamiar kierować się do wyjścia, gdy moją uwagę przykuła jedna z wystaw. Podeszłam do niej, zachwycając się piękną, klasyczną sukienką do kolan w kolorze czarnym. Zerkając na cenę, oczywiście uświadomiłam sobie, że mnie na nią po prostu nie stać. Cóż, pozostało mi tylko podziwiać…
- Oo, cześć. – usłyszałam po dłuższej chwili. – Ty też na zakupach?
- Jak widać. – uniosłam reklamówki, pokazując je Ikerowi, po czym uśmiechnęłam się. – Słuchaj, jeszcze raz bardzo Cię przepraszam, że nie poszłam wczoraj z Wami do kina.
- Daj spokój, nic się nie stało.
Albo mi się zdawało, albo w jego głosie było coś dziwnego…
- A co tam u Was? Jak chłopaki?
- W porządku. Wpadnij do nas jak będziesz miała czas. – odpowiedział już lżejszym tonem, jakby cieszył się ze zmiany tematu.
Zdziwiło mnie to trochę, lecz tylko kiwnęłam głową w odpowiedzi. Wolałam nie drążyć tematu, gdyż mogły być to moje jakieś urojenia…
- Chyba podoba Ci się ta sukienka, co? – odezwał się po chwili.
- Tak, jest naprawdę śliczna.
- No to czemu jej sobie nie kupisz? – spytał, unosząc jedną brew w górę.
- Daj spokój, nie stać mnie na nią. – zaśmiałam się krótko.
- No to może…
Nagle usłyszeliśmy jakieś krzyki. Odwróciłam się i zobaczyłam biegnącego w naszą stronę chłopaka. Po chwili poczułam uderzenie.


Iker

            Zdążyłem tylko zorientować się, że jakiś chłopak biegł, krzycząc chyba czyjeś imię, gdy nagle potrącił swoim ramieniem Julie. Nie zastanawiając się ani chwili złapałem brunetkę, ratując ją tym samym przed upadkiem. Znaleźliśmy się w takiej pozycji, iż nasze usta się zetknęły. Było to jednak tak delikatne, że nawet nie byłem do końca pewny, czy to dzieje się naprawdę. O dziwo żadne z nas nie odsunęło się przez moment, który dla mnie wydawał się wiecznością. Czułem jej delikatne perfumy, ponownie przypomniałem sobie sen, który od jakiegoś czasu nie dawał mi spokoju. Nagle poczułem wielką chęć pocałowania jej. Już miałem to zrobić, gdy ona nagle szybkim ruchem odsunęła się i zaczęła wstawać, jakby domyślając się moich zamiarów.
- O matko, co za człowiek. – odezwała się, biorąc szybko reklamówki. – Mógłby trochę uważać.
Wstałem także, po czym odezwałem się do niej.
- Nic Ci się nie stało?
- Nie, nie. – rzekła, spoglądając w moje oczy. – Dziękuję, że mi pomogłeś. – dodała, rumieniąc się lekko i uciekając gdzieś wzrokiem.
- Nie ma za co.
- No jak to nie? Gdyby nie Ty to leżałabym teraz na podłodze.
Zaśmialiśmy się jednocześnie. Miałem wrażenie, że jest skrępowana tym, co przed chwilą się wydarzyło. Odezwała się jednak po krótkiej chwili.
- To ja już będę wracać do domu. Muszę pomóc wypuścić konie na padok. Miło było Cię spotkać.
- Ciebie również. Mam nadzieję, że odwiedzisz nas niedługo.
- Jasne, postaram się. No to trzymaj się.
- Do zobaczenia.
Odprowadziłem ją wzrokiem do wyjścia. Gdy znikła z mojego pola widzenia, spojrzałem na sukienkę z wystawy. Prezentowała się naprawdę wyjątkowo, choć byłem pewny, że na Julie wyglądałaby jeszcze ładniej. Po krótkim namyśle wszedłem do sklepu i skierowałem się do jednej z kobiet.
- Przepraszam, chciałbym kupić tę sukienkę z wystawy. – wskazałem na nią ręką, po czym uśmiechnąłem się do sprzedawczyni.
- Oczywiście, już przynoszę.
Po chwili wróciła z sukienką, schowała ją do pokrowca i mi podała. Zapłaciłem za wybraną rzecz, po czym podziękowałem za pomoc.
- A czy mogłabym poprosić o Pana autograf? – spytała, patrząc na mnie błagalnym wzrokiem.
- Pewnie, z miłą chęcią. – uśmiechnąłem się, po czym złożyłem podpis na podanej przez nią kartce.
- Jestem pewna, że kobieta, która dostanie tę sukienkę będzie zachwycona.
Uśmiechnąłem się w odpowiedzi, jeszcze raz podziękowałem za pomoc i wyszedłem ze sklepu.
W drodze powrotnej nie mogłem pozbyć się z głowy dzisiejszego zdarzenia. Cały czas czułem zapach Polki, jakby nadal była obok mnie. No i ta chęć pocałunku… Wmawiałem sobie, że to przez ten sen i jeśli wyrzucę go z pamięci, to wszystko minie. Inna sprawa, że wcale nie chciałem tego robić. Westchnąłem głośno, po czym zerknąłem na chwilę na siedzenie obok, gdzie leżała zakupiona sukienka. W tym już na pewno chodzi tylko o to, że widziałem jak bardzo jej się podoba – pomyślałem z pewnością. A raczej próbowałem to także sobie wmówić…

- I jak się udały zakupy? – odezwał się jako pierwszy Xabi, gdy wróciłem do domu.
- No właśnie. Gdzie masz ten żel dla Crisa? – dodał Pepe.
Złapałem się za głowę, po czym usiadłem zrezygnowany na kanapie.
- Zakupy… - szepnąłem. – Przepraszam Was chłopaki, kompletnie o tym zapomniałem.
- Nie no spoko, nic się przecież nie stało. – uśmiechnął się Marcelo. – Ale chwila… To co Ty robiłeś, skoro nie byłeś w sklepie?
- No bo…
Nie dokończyłem, ponieważ właśnie w tym momencie do salonu wszedł Cristiano i od razu zwrócił się do mnie.
- Iker, mógłbyś teraz dać mi ten żel, bo boje się, że moje włosy już dłużej nie zniosą jego braku.
Wszyscy spojrzeli na mnie współczująco, a ja sam przełknąłem głośno ślinę.
- Co jest? – spytał Portugalczyk, patrząc na nas zdziwiony.
- No bo właśnie nie mam tego żelu… Zapomniałem kupić. – powiedziałem powoli.
- Że co?!
- Oj nie złość się na niego. – stanął w mojej obronie Sergio. – Przecież możesz podjechać samochodem do sklepu.
- No tak, nic się nie stało. – machnął ręką Cristiano.
Po chwili z kuchni wrócił Marcelo. Kiedy on zdążył wyjść? Podszedł do Portugalczyka z kubkiem w dłoni, po czym zamoczył w nim palce i zaczął moczyć włosy Ronaldo.
- A Ty co wyprawiasz?! – zapytał Cris w takim samym szoku w jakim był chyba każdy z nas.
- No jak to co? – spojrzał na niego Brazylijczyk. – Woda z cukrem to idealne zastępstwo żelu. Zobaczysz, Twoje włosy będą lśnić.
Wszyscy jednocześnie wybuchnęliśmy głośnym śmiechem, oprócz Portugalczyka, który zaczął wycierać swoje włosy.
- Marcelo, jesteś geniuszem! – powiedziałem na co ponownie zareagowaliśmy śmiechem.
Dwadzieścia minut później skierowałem się do pokoju wujka. Musiałem w końcu porozmawiać z nim o jego problemach zdrowotnych. Jednak na korytarzu złapał mnie nie kto inny jak wcześniej poszkodowany Ronaldo.
- Zajmę Ci tylko chwilę. Możesz? – zapytał.
- Jasne. – odpowiedziałem z uśmiechem. – O co chodzi?
- No właśnie ja chciałem Ciebie o to zapytać. – odpowiedział. – I wcale nie chodzi mi o to, że zapomniałeś zrobić tych zakupów. Tylko widzę, że coś jest nie tak.
Westchnąłem głośno, po czym opowiedziałem mu o wszystkim.
- No i właśnie w moim samochodzie leży sukienka, która jej się tak podobała. – zakończyłem opowieść.
- Oj kolego. Konkretnie Cię wzięło. – zaśmiał się mój towarzysz, patrząc na mnie.
- O czym Ty mówisz?
- No nie wiesz? To przecież widać, że…
Nagle usłyszeliśmy jakiś huk dochodzący z pokoju wujka. Spojrzeliśmy na siebie w szoku, po czym obydwoje pobiegliśmy w stronę drzwi. Gdy otworzyłem pokój, starszy mężczyzna leżał nieprzytomny na podłodze.
- Dzwoń po pogotowie! – krzyknąłem do Crisa, po czym podbiegłem do wujka.


Julie

            Siedziałam w pokoju, patrząc bez celu w ekran laptopa. Wszystko dziś nie szło po mojej myśli. Nie porozmawiałam z Michael’em – a naprawdę chciałam mieć to już za sobą. Na dodatek to dzisiejsze spotkanie z Ikerem. Co ja sobie myślałam? Powinnam od razu się od niego odsunąć, przecież on ma dziewczynę! Co ja gadam, narzeczoną! To, że niedawno pokłócili się i to w sumie poważnie, nie oznaczało jeszcze, że do siebie nie wrócą. W końcu budowali ten związek od lat. Odłożyłam urządzenie z rezygnacją, po czym podeszłam do okna. Fakt, Iker mi się spodobał… Oczywiście nie zakochałam się, ale przeczuwałam, że tak może się stać, a może i już zaczyna. Ale od tej pory musze wziąć sprawy w swoje ręce i nie mogę pozwolić sobie na brak kontroli – pomyślałam zadowolona ze swojej stanowczości.

Z rozmyślań wyrwał mnie dźwięk nadchodzącego połączenia. Spojrzałam na wyświetlacz, po czym wcisnęłam zieloną słuchawkę.
- Cześć Cris, co tam słychać?
- Julie, musisz szybko przyjechać do szpitala! Błagam!
- Ale co się stało?! – zapytałam, czując jak robi mi się gorąco.
- Wujek Ikera zasłabł, nie wiemy co mu jest. To chyba coś poważnego, a Iker jest kompletnie załamany. – odpowiedział mi zdenerwowanym głosem.
- Zaraz tam będę. – oznajmiłam, po czym rozłączyłam się i popędziłam do wyjścia.
Dziesięć minut później taksówka dojechała do miejskiego szpitala. Zapłaciłam szybko kierowcy, nie zwracając uwagi na to, że chyba dałam mu spory napiwek, bo był jakiś uśmiechnięty. Wbiegłam do szpitala, rozglądając się za którymś z chłopaków.
- Oo, dobrze, że jesteś. – zwrócił się Xabi, podchodząc do mnie, po czym ruszyliśmy do reszty.
- Wiadomo już co z nim i jak bardzo jest poważnie?
Hiszpan pokręcił głową.
- Niestety jeszcze nic nie wiemy.
Po chwili byliśmy już u celu. Chłopaki chodzili w tę i z powrotem, szepcząc. Przywitali się ze mną, po czym wskazali na siedzącego Ikera. Popatrzyłam na niego ze smutkiem. Bramkarz siedział ze spuszczoną głową, dłonie miał zaciśnięte w pięści. Podeszłam do niego i ukucnęłam, po czym położyłam swą dłoń na jego barku.
- Iker… - szepnęłam i dopiero wtedy na mnie spojrzał.
W jego oczach było widać ogromny ból i strach. Utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy przez dłuższą chwilę, nic nie mówiąc. Gdy miałam już powiedzieć jakieś słowa otuchy, usłyszeliśmy krzyk z gabinetu zabiegowego:
- Szybko, musimy go reanimować!
Spojrzałam na chłopaków, którzy mieli tak samo przerażone miny jak ja…


 ~ ~ ~ ~ ~ ~

Pozostawiam Was z ósemką. Miłego wieczoru, pozdrawiam serdecznie.


PS.: Nareszcie mamy wiosnę! :)